Czyli słów kilka o aktywnym weselu - jak zaplanować uroczystość, aby goście zapamiętali ją na długo?

09 październik 2018
Agata Kostka

Zawsze, słysząc hasło "organizacja wesela", miałam przed oczami zabieganą Parę Młodą, która na kilka miesięcy przed samą uroczystością ciągle gdzieś jeździ, coś załatwia, podpisuje...

Wydawało mi się, że chodzi w tym jedynie o odpowiedni dobór kwiatów, dekoracji, zadbanie o upominki dla gości, czy o wyśmienite menu. W czerwcu okazało się, że przez cały ten czas żyłam w błędzie, a organizacja ślubu nie kończy się na urządzeniu sali weselnej - ona dopiero tam się zaczyna!

Dostając zaproszenie, nie byłam przepełniona żadną ekscytacją z powodu ślubu. Pewnie dlatego, że pojawiłam się na nim jedynie w roli osoby towarzyszącej. Mogę więc śmiało powiedzieć, że miałam neutralne nastawienie do uroczystości i traktowałam całe to wydarzenie dosyć obojętnie. Spodziewałam się zwykłego ślubu kościelnego, a później zwykłej imprezy weselnej. Moje podejście do całej sytuacji zmieniło się jednak niemal na samym starcie. Para Młoda rozdzieliła zadania wśród świadków oraz fotografa, którzy doskonale wiedzieli, co i kiedy powinni zrobić. Kierowali ruchem i instruowali w jaki sposób wychodzić z kościoła, w którą stronę, w jakiej kolejności. Sypali kwiatami oraz wytrzelili konfetti w odpowiednim momencie. Wszystko to zagwarantowało porządek podczas ceremonii i przepiękne zdjęcia, a na mnie wywarło ogromne wrażenie!

Zaplanowane "od A do Z" przejście z kościoła do sali weselnej oraz czekanie na Nowożeńców także nie zawiodły. DJ doskonale wiedział, ile ma czasu na zabawianie gości i okazał się być na tę okoliczność bardzo dobrze przygotowany. Wszyscy z zaciekawieniem słuchali chwilowego wodzireja, śmiejąc się z jego docinek i dobranych pod nie utworów. Nikt nie spoglądał na zegarek, nie nudził się, nie narzekał. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy Młodzi do nas zawitali! A wtedy to już zabawa zaczęła się na dobre!

Może i nie byłam na zbyt wielu imprezach w moim życiu, ale żadna, do której wracam myślami, nie przypomina opowiadanego przeze mnie wesela. Dlaczego? Nigdy nie widziałam prawie wszystkich gości na parkiecie bawiących się z taką werwą. W tym momencie chcę złożyć Młodej Parze ogromne wyrazy szacunku za to, że wciągnęli w zabawę prawie sto osób w różnym wieku. Liczba przygotowanych przez nich atrakcji nie pozwolała odpocząć i ciągnęła do dalszego imprezowania. Pierwszą z nich okazała się zumba! Piękna instruktorka porwała do tańca całą salę. Pokazywała kroki, które próbowaliśmy odtworzyć i dopasować do rytmu muzyki. Dzięki temu, że nie jest to zbyt ciężki i skomplikowany taniec, nawet babcie młodych wzięły udział w zabawie i nie przesiedziały tej atrakcji przy stoliku!

Po kilku kankanach, zorbach i "jedzie pociąg z daleka" usłyszeliśmy od DJ-a, że za kilku minut pojawi się niespodzianka. Głowiliśmy się, co Młodzi mogli jeszcze wymyślić po zumbie i co będzie w stanie to przebić. Okazało się, że fotobudka to absolutny hit i bardzo szybko zyskała ona wielką popularność. Goście robili sobie zdjęcia między sobą oraz te ważniejsze - z Młodą Parą, które później można było wkleić do albumu wraz z dopisanymi życzeniami dla Młodych. Kolejka zdawała się nigdy nie kończyć, ale cóż się dziwić - każdy chciał stworzyć tak sympatyczną pamiątkę tej czerwcowej nocy. Na tę krótką chwilę parkiet odrobinę opustoszał, lecz to miało się szybko zmienić...

Po zdjęciowym szale wróciliśmy do DJ-a i jego muzycznych propozycji, które nagle zostały zastąpione zupełnie innym brzmieniem - skrzypcami, wiolonczelą, akordeonem. A to wszystko na żywo. Zawitała do nas prawdziwa góralska kapela, która oprócz świetnego występu miała też charakter komediowy, za co goście ogromnie ją pokochali. Co więcej, nie skończyło się jedynie na śpiewach i żartach. Górale porwali nas do tańca i w postaci "pociągu" sprowadzili do piwnic, gdzie czekało na nas góralskie jadło. Oscypki z żurawiną, smażone karczki, baranina - mniam! Kolacja na świeżym powietrzu z widokiem na góry i koncertem na żywo. Czego chcieć więcej?

Mimo, że to wesele odbyło się pięć miesięcy temu, ja nadal doskonale je pamiętam. Chętnie wracam do niego myślami i po cichu marzę o tym, żeby moje własne wyglądało chociaż odrobinę podobnie. I nie mam na myśli pięknego wystroju czy kwiatowych dekoracji, o które niewątpliwie Młodzi też zadbali. Chciałabym, żeby moi goście dali się tak porwać w wir zabawy i nie przesiedzieli całej nocy przy stołach. To świeżo upieczone małżeństwo pokazało mi, że organizacja wesela znaczy więcej niż przypuszczałam. Zmienili mój sposób postrzegania polskich wesel, jako nudnych i kręcących się jedynie wokół jedzenia oraz picia. Udowodnili, że taka impreza wcale nie musi w niczym przypominać stypy i da się zaangażować każdego z zaproszonych do wspólnej zabawy.

Nie sądziłam, że tak obojętna mi na początku uroczystość będzie w stanie zrobić na mnie takie wrażenie. Kompletnie się nie spodziewałam, że wrócę do domu taka zaskoczona, ale też wybawiona i zadowolona. Gdy myślę o tamtej nocy, to nie pamiętam żadnego zmęczenia. Jedyne, co przychodzi mi wtedy do głowy to uczucie oszołomienia kolejną atrakcją i chęć wykorzystania jej na maksa!

I tego życzę Waszym gościom weselnym - tak udanej zabawy i tak cudownych wspomnień! A narzeczonych zachęcam do tak solidnej organizacji, która nie skończy się na wazonach i serwetach, tylko pozwoli wszystkim przeżyć ten wyjątkowy dzień w wyjątkowy sposób! :)

Średnia

0.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

31 sierpień 2018
04 styczeń 2018

Komentarze