Czym kierujemy się przy wyborze życiowego partnera?

15 kwiecień 2018
Joanna Brodzicka

Zastanawiałyście się kiedykolwiek, co nami kieruje, że wybieramy konkretną osobę na naszego towarzysza życia, chcemy z nim spędzać czas, snuć plany, praktycznie się nie rozstawać? Czemu akurat ON, a nie jego przystojny kolega?

Miłość bywa ślepa, ale właściwie dlaczego? Czy prawdą jest, że mamy instynkt zwierzęcia, łowcy? W książce „Łowcy pożądania” autorstwa doktora psychologii D. M. Buss zostało jasno powiedziane, że partnerów nie wybieramy przypadkowo. Przeprowadził on badania na 10 tys. osób różnych płci, ras i grup etnicznych, dotyczące strategii wyboru życiowego partnera. Okazuje się, że wszyscy ludzie posiadają doskonale jednolite upodobania.

Przede wszystkim nasza psychika ma zakodowane, prawie od urodzenia, co nam się podoba. Jaki typ człowieka budzi nasze poczucie bezpieczeństwa. Można pokusić się o stwierdzenie, że mamy to zakorzenione w genach. Nic więc dziwnego, że często dziewczyny wybierają na swoich mężów, osoby podobne pod różnymi względami do swoich ojców, podobnie jak mężczyźni do swoich matek. Oczywiście nie jest to regułą, ale jest w tym dużo prawdy.

Inne kryteria obieramy natomiast w momencie, kiedy szukamy kochanka do igraszek. Jest spora różnica między doborem osoby na stałe, a na doraźne harce. Partner na całe życie to osoba ustabilizowana, niekoniecznie najatrakcyjniejsza, posiadające poglądy i plany podobne do naszych. Natomiast osoba na chwilę to zwykle wesołek, żartowniś, skory do zabaw i uciech, zazwyczaj przystojny, ale już niekoniecznie tryskający elokwencją.

Jako osoby myślące, posiadamy coś w rodzaju szóstego zmysłu. Niektóre osoby nas elektryzują, jesteśmy pod ich urokiem, czy nam się to podoba, czy nie. Chemia działa na nasz umysł i ciało. Zazwyczaj tak się dzieje z kobietami podczas dni płodnych, nie możemy się wyrzec biologicznych, głęboko zakorzenionych instynktów. Stąd zwykle romanse pojawiają się właśnie w tych konkretnych dniach, kiedy czujemy większą potrzebę bycia z kimś.

Feromony, które wydziela nasza skóra, jak wykazał naukowiec profesor D. Berliner, niesamowicie działają na nasze receptory. Substancje te, niesamowicie uruchamiają reakcje, które docierają do narządu lemieszowo-nosowego, a stamtąd do podwzgórza, części mózgu sterującej zachowaniem seksualnym i emocjami. To dzięki tym sygnałom potrafimy się poruszać w labiryncie damsko-męskich niedomówień.

Przy czym należy zauważyć, że nawet najpiękniejszy feromon, nie będzie dla nas atrakcyjny pod żadnym względem, jeśli jest wydzielany przez osoby z nami najbliżej spokrewnione. Po prostu nie zwracamy na to najmniejszej uwagi. Dzięki temu raczej nie spotykamy problemów z genetyką, w przypadku urodzeń dzieci, u osób sobie najbliższych.

Naukowcy stale drążą temat – z jakiego powodu u konkretnych osób, doszukujemy się przyszłej mamusi lub tatusia. Na chwilę obecną nie mamy racjonalnego wytłumaczenia na ten temat. Wytłumaczeniem może być tylko fakt, że poszukujemy osób do siebie podobnych, niekoniecznie pod względem wyglądu, choć i tu istnieją przesłanki, że w każdym człowieku jest odrobina narcyzmu i lubimy na siebie patrzeć, więc czasem odnajdujemy w swoich parterach nieco podobieństwa do nas samych.

Czy wiecie, że każdy z nas posiada niewidzialny ogon pawia, który rozkłada w momencie, kiedy na horyzoncie dostrzega osobę dla siebie atrakcyjną? Zwróćmy uwagę, że w takich sytuacjach podświadomie się zmieniamy. Staramy się być elokwentni, zabawni, atrakcyjni na każdy możliwy sposób. I chyba nikt temu nie zaprzeczy, prawda? ;)

Średnia

4.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

Komentarze