Gdy Twoja dziewczyna wszystko konsultuje z ojcem...

15 luty 2018
Anna Żaczek

Zgodnie z naturalną koleją rzeczy wchodzenie w dorosłość wiąże się z opuszczaniem domu rodzinnego i oddzieleniem się dorosłych dzieci od rodziców. Polega to między innymi na wypracowaniu nowych pozycji w hierarchii rodziny, nowych obowiązków i praw. Za tym idzie również wypracowanie nowych relacji pomiędzy dorosłymi dziećmi a ich rodzicami.

Nie zawsze udaje się to prawidłowo przejść, a w konsekwencji powstają przeróżne kombinacje powiązań emocjonalnych, które bywają źródłem konfliktów. W związku, w którym jedna z osób to „córeczka tatusia” lub „synek mamusi”, na ogół powstaje wiele problemów z powodu silnych więzi z rodzicami, wynikających z wzajemnych powiązań na różnych płaszczyznach.



Na opóźnienie procesu oddzielania się od rodziców wpływa przesunięcie wieku wyprowadzenia się dorosłego dziecka z domu rodzinnego. Raport z badań CBOS (98/2017) informuje, że „blisko dwie piąte dorosłych Polaków (38%) twierdzi, że w ich najbliższej rodzinie jest przynajmniej jedna pełnoletnia osoba, która nie zawarła związku małżeńskiego i nadal mieszka pod jednym dachem ze swoimi rodzicami (opiekunami)”. 59% dorosłych dzieci zamieszkujących z rodzicami to mężczyźni (kawalerowie), 49% to kobiety. Są to młodzi ludzie w wieku: 18-24 lat (54%),  25-34 lat (34%), po ukończeniu 35 lat (12%). Wśród powodów, które decydują o dalszym zamieszkaniu z rodzicami jest kontynuowanie nauki (42%), brak mieszkania (42%), wygoda (24%), poczucie więzi, zależności emocjonalne, chęć wspólnego mieszkania (23%).



Psychologowie zwracają uwagę również na inne powody zaburzeń procesu oddzielania. Zdarza się, że młody człowiek jest uwięziony w „getcie rodziny”  (F. B. Simon, Słownik terapii rodzin), co związane jest z zaburzeniem ról pełnionych przez rodziców. W takiej rodzinie kładzie się nacisk na lojalność i spójność rodziny kosztem usamodzielnienia się dorosłego dziecka. Utrudnia to tworzenie własnej drogi życiowej i założenie trwałego związku. Rodzice zapominają o tym, że sami muszą zaangażować się w proces „uwalniania” dorosłych dzieci. Dzięki  zorganizowaniu własnej aktywności  życiowej i nieingerowaniu w decyzje potomstwa, umożliwią sobie bezbolesne przejście przez syndrom „pustego gniazda”, a dzieciom dopasowanie się w nowozakładanych rodzinach.  

„Córeczka tatusia”

Często mówi się o nadopiekuńczych matkach, rzadziej o nadopiekuńczych ojcach. Ojcowie uważający się za niedościgniony wzór (wykształceni, kreatywni, z osiągnięciami w wielu sferach), oceniają partnera córki przez własny pryzmat. Na ogół każdy potencjalny kandydat na chłopaka jest porównywany do siebie, „prześwietlany”, sprawdzany na każdym kroku i zdaniem ojca „za słaby dla jego córki”. Stawia wysoko poprzeczkę, której nierzadko młody chłopak nie może  przeskoczyć.

Pewien ojciec trzydziestolatki tak pisze o swojej dorosłej córce: „Jestem ojcem trzech synów i córki […]. Ze swojego doświadczenia wiem, że nie warto obniżać poprzeczki. Macierzyństwo za wszelką cenę jest przekleństwem dla matki i potomstwa. Wybrany w ten sposób partner może stać się kotwicą, a nawet uzurpatorem. Wtedy zostanie nam rola niewolnika”. W dalszej wypowiedzi twierdzi, że „jedyną bronią jest zdrada, życie obok jest również zdradą”. Sam w przeszłości obniżył poprzeczkę i stał się ofiarą swojego działania. Przestrzega przed tym swoje dorosłe dzieci. Obecnie tylko najstarszy syn założył rodzinę.

Jaki jest skutek takiego działania? Córka, idąc za radą ojca, szuka partnera, jednak bez większego powodzenia. Oczekując zbyt wiele od młodego mężczyzny, ma małe szanse sprostać oczekiwaniom ojca i jednocześnie stworzyć szczęśliwy związek. Nie znamy oczekiwań tej młodej kobiety, jeśli nie zdobędzie się na zrealizowanie własnych marzeń, pozostanie najprawdopodobniej samotna.

Młoda kobieta, która znajdując się pod wpływem swojego ojca, porównuje swojego partnera z niedoścignionym wzorem - w tym momencie - myli rolę ojca i partnera. Wychowując się w cieplarnianych warunkach, pod skrzydłami swojego taty oczekuje również tego samego od swojego partnera. Jeśli natrafi na problemy, zamiast wspólnie z partnerem znaleźć rozwiązanie, biegnie po radę do ojca. Wykazywanie takiej postawy w sytuacjach trudnych zagraża rozpadem związku. Stawianie zbyt wysokich poprzeczek może również sprawić, że  przeoczy wartościowych partnerów.

Nie da się całkowicie wyeliminować rodzinnych wpływów, ale można je ograniczyć, budując własną rodzinę - według własnych zasad. Córeczka tatusia musi dorosnąć do roli przyszłej żony. Musi zrozumieć swojego chłopaka i przyszłego męża, że on ma również wiele do powiedzenia, a zgoda i trwałość rodziny zależy od wspólnie podjętych decyzji.  

Średnia

5.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

12 wrzesień 2017
16 wrzesień 2017

Komentarze