Kilka praktycznych porad

05 styczeń 2018
Magdalena Magdziarz

W listopadzie wybrałam się na III Śląskie Targi Ślubne, by zaczerpnąć nieco inspiracji, poczuć na nowo adrenalinę związaną z przygotowaniami i przeprowadzić kilka wywiadów. Gdy próbowałam zaparkować, wiedziałam co mnie czeka w środku. Chaos. Nie mówię o organizacji, wystawcach - każdy grzecznie pilnował swojego stoiska, z cierpliwością odpowiadał na pytania, a na każdym kroku widziałam pracowników, czy hostessy skorych do pomocy. Mam na myśli nerwowo szukających wymarzonych obrączek narzeczonych, przyszłe mężatki ze łzami w oczach rozkładające ręce, czy facetów z bezradnością kręcących głową widząc setki wzorów zaproszeń... Do tego oddech teściowej na karku wymuszający pochopne decyzje. STOP!

Konfrontacje

Oczywiście nieco koloryzuję, ale to dla Waszego dobra. Kochani, nie nerwowo. Nawet nie wiecie, ile słyszałam kłótni w kolejce po kawę. Głównie dotyczyły tego, że jedna ze stron nie chciała podjąć decyzji "tu i teraz". Wiecie skąd te niedomówienia? Z braku planu działania ustalonego PRZED targami. Warto w domu, na spokojnie zrobić listę potrzebnych rzeczy, bądź usług. Porozmawiać co jest dla Was istotne. Ślubo-maniacy mogą przygotować Dream Book, który moim zdaniem jest świetnym rozwiązaniem a w przyszłości idealną pamiątką. Lepiej skonfrontować wizje we dwoje niż na oczach tłumu.

Plan zwiedzania

Będąc na miejscu, pomyślałam "co teraz?" Wystawców mnóstwo, alejek od groma, tłumy ludzi, a pośrodku ja. Trzeba zachować spokój. Ustaliłam szybko plan: najpierw zwiedzam wszystko dookoła, by zapoznać się z sytuacją. Potem idę po kawę i układam kolejność stoisk, które chcę koniecznie odwiedzić. Sprawdzam, o której coś ciekawego zadzieje się na scenie. Potem wiernie realizuję tę wizję. Dzięki temu dowiedziałam się naprawdę wiele, poznałam mnóstwo osób i wyszłam z uśmiechem na twarzy.

Rodzinka w komplecie

Moim zdaniem na Targi lepiej wybierać się we dwoje. Oczywiście znam wiele osób, które z chęcią zabierają rodziców. Rozumiem, wiele tłumaczą bliskie relacje, czy względy finansowe. Jednak w wielu przypadkach kończy się to tak, że nie Młodzi a ich rodziciele organizują całą imprezę. W chwili słabości ulegamy presji, rezygnujemy z własnych marzeń. Uwierzcie, wiem ile nerwów kosztuje forsowanie swoich pomysłów w ślubnych przygotowaniach. Ja się nie ugięłam, mąż także - dzięki temu nasz ślub wspominamy naprawdę pozytywnie. Po czasie i rodzice uznali nasze wybory za słuszne a niektóre chyba nawet za swoje :D

Kolejne targi już niebawem, oby udało mi się na nie dotrzeć, by znów z Wami porozmawiać. To naprawdę ciekawy sposób na spędzenie czasu. Polecam nie tylko narzeczonym, ale i usługodawcom, którzy nie promują się na imprezie. Tylu inspiracji nie znajdziecie nigdzie indziej. Tu śluboholicy znajdują się w jednym miejscu, o tym samym czasie, a zewsząd biją pozytywne wibracje.

Średnia

5.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

26 listopad 2017

Komentarze