Czego pragną kobiety?

12 kwiecień 2018
Dominika Zięba

Ach ten ślub! Czy istnieje coś takiego jak ślubny instynkt, który podobnie jak instynkt macierzyński w pewnym wieku dopada większość kobiet, przypominając im o tykającym niczym bomba zegarze biologicznym?

Nie ma naukowej teorii, która jasno precyzuje to zjawisko, jednak bogate doświadczenia empiryków w osobie ,,udręczonych'' ślubnym szaleństwem mężczyzn nie pozostawiają złudzeń – parcie na ślub pojawia się w bardzo wielu związkach.

Historia jakich wiele: Wiesz, Mariusz zaprosił mnie na romantyczny weekend do Zakopanego. Jutro wyjeżdżamy. Piękny apartament z widokiem na góry, jacuzzi, kolacja w drogiej restauracji. Chyba COś się szykuje. Jestem taka podekscytowana! A biedny Mariusz chciał tylko odpocząć z dziewczyną po ciężkim tygodniu w pracy. Nieświadomy i beztroski, zupełnie nie spodziewając się nadchodzącej katastrofy (mężczyźni wiecznie się czegoś nie spodziewają i coś ich szalenie zaskakuje, ale to temat na osobny artykuł), zaprosił Kasię na kolację. Wcinając golonkę z chrzanem i piwem w góralskiej gospodzie (tania nie była, ale Kasia oczekiwała czegoś zupełnie innego od DROGIEJ restauracji), celebrował początek długo wyczekiwanego weekendu. Może i przeszło mu przez myśl, że coś jest nie tak – Kasia jakoś posmutniała i nie była rozmowna - chyba struła się nieświeżym plackiem po węgiersku (przynajmniej tak stwierdziła, kiedy odpowiadając na zalotne zaczepki Mariusza szybko ucięła temat:  Wybacz, jakoś źle się czuję i tyle było z upojnej nocy).

Kolejny dzień przynosi nam nowe szanse, jak to mówią, a Sylwia Grzeszczak nawet śpiewa w ulubionej piosence Kasi. Zregenerowana i pokrzepiona optymistycznym przekazem płynącym ze słów śpiewającej idolki, postanowiła dać Mariuszowi szansę na zrehabilitowanie się po wczorajszej nieudanej kolacji. Plan na dziś – kolejką na Gubałówkę i Krupówki - klasyka gatunku. To musi być strzał w dziesiątkę! Kasia starannie przygotowała sobie stylizację na miarę świeżo upieczonej narzeczonej – krótka kurteczka z futerkiem, spódniczka mini i kozaczki na 10-centymetrowym obcasie. Przecież musi się jakoś prezentować na zdjęciach uwieczniających to ważne wydarzenie. Mariusz delikatnie zdezorientowany sugerował, że może te buty to tak niekoniecznie na wycieczki górskie (o ile wjazd kolejką się do takich zalicza), a ta minióweczka to może za krótka na te minus 10 na dworze, ale Kasia się uparła. Wjechali, zadowoleni, szczęśliwi, zakochani. Widoki oglądają, grzane wino piją, oscypki jedzą. Kasia zaczyna się niecierpliwić.

Aż tu nagle Mariusz niespodziewanie pochyla się, jakby klęka, może przykuca, mocuje się z kurtką, manipuluje przy pasku od spodni. I ona już wie! Już jest pewna, że szuka w kieszeniach tego maleńkiego pudełeczka z magiczna zawartością. I już nie może się doczekać, bo to nastąpi właśnie teraz, a tyle na to czekała (w końcu miesiąc temu obchodzili swoją pierwszą rocznice związku). Już myśli o tym, że koleżanki zzielenieją z zazdrości, już widzi te lajki na fejsie pod zdjęciem pierścionka i tę wymarzoną białą sukienkę, w której stoi przed ołtarzem i wypowiada sakramentalne tak! Ale pudełeczka nie widać. A Mariusz jakby pobladł.  Kaśka, myślisz, że jest tu jakaś toaleta? Chyba ta wczorajsza golonka mi zaszkodziła. Cholera jasna, człowiek płaci ciężkie pieniądze za nieświeże żarcie! Ale mnie spięło, aż musiałem przykucnąć.

I wtedy rozpętało się piekło na ziemi. Kasia we łzach, Mariusz w gastrycznym potrzasku. Przez myśl mu nie przeszło, że ona biedna na zaręczyny czekała i dlatego płacze, a nie użala się nad jego bolącym brzuchem.  Kasiu, Kasiu, przecież nic się nie dzieje, zaraz mi przejdzie, nie martw się kochanie. A ona nie wytrzymała. Mariusz, czy ty zgłupiałeś do reszty?! Gdzieś mam twój brzuch, ja myślałam, że ty mnie tu zabrałeś, żeby mi się oświadczyć, a ty co? Idź w cholerę! Albo ja pójdę! I jak powiedziała, tak zrobiła. A Mariusz pobiegł szukać toalety, bo sytuacja stała się naprawdę krytyczna. I kiedy tak siedział (a jak powszechnie wiadomo trochę to trwało), w końcu wpadł na to, po co Kaśka tę miniówkę i szpilki założyła na Gubałówkę.

Ta historia pewnie skończy się dobrze, ale wątpliwości pozostały. Czy wiecie, co Kasia i Mariusz wpisali w wyszukiwarkę po powrocie? Dlaczego on nie chce się oświadczyć? Czy powinienem się oświadczyć? I naczytali się bzdur, że on jej pewnie nie kocha, że ona jest szaloną wariatką, która chce mu zabrać wolność, że on boi się odpowiedzialności. Panowie przybijali sobie piątki, pisząc tak trzymaj Mariusz, nie daj się babie, bo ci na głowę wejdzie, a panie podawały sobie chusteczki na otarcie łez, solidaryzując się z cierpiącą: jesteśmy z tobą kochana, też przez to przechodziłam.

Czemu większość kobiet tak bardzo pragnie ślubu? Bo są przekonane, że to normalna i właściwa kolej rzeczy. Skoro facet mnie kocha (a przynajmniej tak twierdzi), jakiś czas się spotkamy, a może nawet mieszkamy ze sobą, a co za tym idzie piorę mu brudne majtki i podaję leki przeciwbólowe, kiedy z temperaturą 37,7 stopni dogorywa na łożu śmierci, to chyba mam prawo oczekiwać, że prędzej czy później wejdziemy na wyższy level, jakim jest narzeczeństwo. Jeśli do tego dodamy presję ze strony otoczenia (a nie oszukujmy się – ona nadal istnieje i ma się dobrze), chęć założenia rodziny i posiadania dzieci, marzenia o białej sukni i pięknym weselu, to mamy mieszankę wybuchową, która kiedyś musi eksplodować.

Oczywiście wszystko, co napisałam powyżej dotyczy kobiet rozsądnych, które rozumieją, że po kilku miesiącach znajomości nie należy zaciągać niezdecydowanego mężczyzny przed ołtarz, bo ucieknie gdzie pieprz rośnie. Mówię o związkach, które osiągnęły już pewien zaawansowany poziom i potrzebują kolejnego kroku (a przynajmniej jedna za stron go potrzebuje).

Ludzie totalnie nie potrafią ze sobą rozmawiać – nie mówią sobie czego oczekują, czego się boją, o czym marzą i co ich smuci. Zamiast tego kiszą się we własnym sosie wzajemnych pretensji, niezaspokojonych pragnień, powtarzających się rozczarowań, a pocieszenia szukają w internecie, po cichu licząc na to, że ktoś powie im dobre słowo. Nie ma dwóch takich samych historii – nie znajdziesz recepty na szczęście w poście nieznajomej osoby, której opowieść wyda Ci się tożsama z Twoją. W pierwszej kolejności zapytaj samą siebie, czemu tak bardzo potrzebujesz tego ślubu, a potem zapytaj faceta czemu go nie chce. Proste? Szkoda, że jednak takie trudne.

Mam nadzieję, że każda z Was, która oczekuje pierścionka zaręczynowego ostatecznie go otrzyma. A jeśli on kiedykolwiek powie Ci, że Twoje parcie na ślub go przerasta, bo boi się odpowiedzialności – to dupa z niego, a nie facet. Dziękuję, do widzenia :)

Średnia

5.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

06 listopad 2019

Komentarze