Pierwsze wspólne mieszkanie

17 listopad 2017
Dagmara Sobczak

Jeżeli właśnie planujecie pierwsze wspólne mieszkanie, na pewno macie wiele obaw i pojawia się w głowie jeszcze więcej pytań. Wiele mówi się o tym, że pierwsze tygodnie wspólnego mieszkania są najtrudniejsze i są największym sprawdzianem dla związku. Biorąc pod uwagę swoje doświadczenia – nie mogę się z tym nie zgodzić.

Pierwsze wspólne mieszkanie – sprawdzian dla związku

Pierwsze dni wspólnego mieszkania są dla partnerów bardzo stresujące z wielu powodów.

Z jednej strony przechodzicie na swoje. Wspólne swoje. Więc bardzo ważne jest to, abyście umieli porozumieć się w wielu kwestiach jednocześnie. Jeżeli macie zupełnie inny gust i poczucie stylu, ważne jest, abyście potrafili chodzić na kompromisy i nie trzymali się kurczowo swojej wizji urządzania mieszkania.

Zdecydowanie łatwiej jest kiedy wynajmujecie mieszkanie i urządzanie wnętrza Was nie dotyczy, ponieważ często nie ma wtedy możliwości diametralnych zmian, więc zastana sytuacja musi Wam wystarczyć.

Z drugiej jednak strony mieszkając z rodzicami, mieliście swoją przestrzeń (najczęściej był to Wasz pokój), a teraz dostajecie całe mieszkanie, które wspólnie musicie jakoś prowadzić. Jest to wyzwanie, szczególnie dla młodych osób, które pierwszy raz decydują się na taką samodzielność.

Pierwsze wspólne mieszkanie – moje doświadczenia

Pamiętam, że pierwsze tygodnie wspólnego mieszkania z moim, teraz już mężem, bardzo przeżyłam.

Z jednej strony chciałam zrobić na nim jak najlepsze wrażenie, co skutkowało tym, że całymi dniami kiedy rozpakowywałam nasze kartony i walizki, biegałam z mopem i ręcznikiem papierowym. Podłogi myłam dwa razy dziennie i nie chciałam pozwolić, aby jakikolwiek kurz pojawił się w naszym mieszkaniu. Zdecydowanie za dużo wzięłam na siebie w tamtym czasie. Czyszczenie mieszkania po poprzednich lokatorach, zakwaterowanie nas, załatwianie formalności z właścicielką mieszkania i dbanie o pedantyczny porządek, mimo iż bliżej mi do bałaganiarza.Chciałam udowodnić sobie i światu, że podołam, że jestem w tym dobra, a prowadzenie domu to bułka z masłem i nie potrzebuję w niczym niczyjej pomocy.

Żyłam tak kilka tygodni, może miesięcy, aż wyczerpałam się psychicznie. To był moment, w którym stwierdziłam, że jednak nie dam rady tak żyć, bo za dużo jest na mojej głowie. Miałam pretensje do wszystkich, chociaż tak naprawdę jedyną osobą do której powinnam wtedy mieć żal, to do siebie. To ja wmówiłam sobie, że muszę to wszystko robić sama, abyśmy byli szczęśliwi. Prawda jest jednak taka, że nikt inny ode mnie tego nie wymagał.

Dopiero po szczerej rozmowie z moim partnerem zrozumiałam, że nie można dać się zwariować. Jak w zlewie poleży jeden dzień talerz z kubkiem to nic się nie stanie, podobnie jak nie ugotuję obiadu. Dziś mój mąż chętnie pomaga mi w domowych obowiązkach, gotuje, odkurza i robi zakupy. Dlatego, aby nie powielać moich błędów, polecam na początek skonfrontować swoje oczekiwania z oczekiwaniami innych i odprężyć się. Po prostu nie dać się temu całemu szaleństwu.



Ciekawa jestem, jakie Wy macie doświadczenia związane z pierwszym wspólnym mieszkaniem ze swoim partnerem?

Średnia

5.0

Oceń mój artykuł

Komentarze