Polterabend, czyli tłuczenie na szczęście

15 wrzesień 2017
Katarzyna Bieńkowska

Urodziłam się na Śląsku i jedyny znany mi zwyczaj przedślubny to właśnie Polterabend. Choć znany jest pod wieloma nazwami to jednak zawsze polega na tym samym – na tłuczeniu. Oprócz tego, że nazwy bywają różne, to dodatkowo w niektórych rejonach tłucze się szkło, a w innych porcelanę. Zwyczaj ten ma przynieść Młodej Parze szczęście – tak jak tłuczenie kieliszków po pierwszym toaście – oraz symbolizuje przejście ze stanu narzeczeńskiego w małżeński.    

Domyślam się, że jeśli ktoś nie zna tego zwyczaju zupełnie nie rozumie, o co chodzi, więc wyjaśnię jak wygląda ta tradycja u mnie. Podejrzewam jednak, że w każdej rodzinie może być nieco inaczej, dlatego postaram się przedstawić dwie wersje. Myślę, że Pannom Młodym bardziej spodoba się sposób świętowania przyjęty w moim domu…   

Wieczorem przed dniem ślubu przed domem Panny Młodej spotyka się rodzina, przyjaciele, znajomi, goście weselni oraz niezaproszeni na wesele, czyli np. sąsiedzi. To czas, kiedy świętują wszyscy. Zwyczaj każe stłuc porcelanę lub szkło (przy czym na Śląsku zawsze porcelana, uważa się, że szkło może przynieść pecha) o próg domu Panny Młodej lub na specjalnie przygotowanym do tego kamieniu przed drzwiami. Młodzi muszą posprzątać skorupy oraz poczęstować gości wódką, by wypili ich zdrowie.    

Ilustracja: Szczepan Sadurski / karykatury.com

U mnie jednak tradycja ta jest nieco przekształcona i dla gości na pewno jest o wiele ciekawsza, choć jako Panna Młoda miałam serdecznie dość zamiatania potłuczonej porcelany przez kilka godzin! Przyjęło się, że należy się cichutko zakraść pod dom i stłuc coś porcelanowego, po czym uciec i z oddali obserwować poczynania Młodych. Gdy tylko posprzątają i znikną za drzwiami, należy czynność powtórzyć z kolejnym talerzem czy filiżanką. Zabawa szczególnie wciągająca dzieci. Wiadomo, po pewnym czasie Młodzi będą czekali za drzwiami na kolejny atak i tym razem to oni zaskoczą gości. Ale teraz najpiękniejsze: u mnie w domu sprzątał Pan Młody! Prawda, że miła odmiana?    

Aż się wzruszyłam wspominając swój Polterabend… choć u mojego męża są zupełnie inne zwyczaje i musieliśmy je połączyć, więc goście nie uciekali, ale tłukli nam porcelanę pod nogami (ale też na raty!). Prawdziwe świętowanie rozpoczęła moja babcia. Stanęła na środku trzymając w dłoni filiżankę z kompletu ślubnego swojej mamy i ze łzami w oczach rozbiła ją na środku. Z całego serwisu zostały dwie – jedna na mój Polterabend, druga odłożona na rok później dla mojej siostry. Pewnie, że wolałabym pić z niej od święta kawę... Oczywiście, że płakałam, ale wierzę, że zarówno małżeńskie szczęście u mnie, jak i u mojej siostry zawdzięczamy tym stłuczonym filiżankom :)

Średnia

4.3

Oceń mój artykuł

Zobacz także

07 listopad 2017
25 kwiecień 2018

Komentarze

To jest na prawdę świetna tradycja! Pamiętać tylko trzeba, żeby trzaskać porcelanę, a nie muszle czy klozety ;) Jeśli komuś szkoda domowych to można kupić np. na polterabend.com.pl Pozdrawiam! Zenek
~Zenon 03 wrzesień 2018 19:17 odpowiedz