Czy egoizm może być pozytywny?

26 kwiecień 2018
Dominika Zięba

Czy każda Panna Młoda to egoistka? Czy powinna nią być? Czy ślub i wesele to jedyna i niepowtarzalna okazja, aby pierwszy raz w życiu na jakiś czas stać się pępkiem świata i nie mieć z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia?

Czy zastanawialiście się kiedyś, gdzie znajduje się granica pomiędzy terroryzującą własne otoczenie bridezillą, a Panną Młodą, która w trosce o swoje interesy przyjęła postawę zdrowego egoizmu? To pytanie zawsze do mnie wraca, kiedy słuchając wypowiedzi przyszłych małżonek nie mogę skupić się na niczym innym, niż uporczywie powtarzającym się zaimku JA. JA chcę. JA potrzebuję. JA muszę (ewentualnie ty musisz, bo JA chcę i potrzebuję).

Nic na to nie poradzę – mam alergię na księżniczki, które myślą, że cały świat kręci się wokół nich. Skupione na sobie zapominają, że ślub to coś więcej niż zjawiskowa sukienka, perfekcyjny makijaż czy najpiękniejszy dom weselny w okolicy. A może nigdy tego nie wiedziały? Tu chyba należy szukać odpowiedzi na pytanie, czy ślubny zdrowy egoizm to pożądana cecha, czy może jednostka chorobowa, która dotyka przyszłe Panny Młode podczas przygotowań.

Coaching stał się w ostatnich latach bardzo modny – wszyscy chcą odkrywać siebie na nowo, wykraczać poza dotychczasowe ramy, realizować marzenia i misje, wizualizować przyszłość i poszerzać swoją świadomość. To właśnie coaching daje Ci wolność najlepszego dla ciebie wyboru (zaznaczam, że to cytat – ja nie wymyślam takich bzdur). Mamy kochać siebie, wsłuchać się w swój wewnętrzny głos, być asertywnym, nie działać pod presją, ustalać dogodne dla nas granice oraz dotrzeć do swojego wewnętrznego dziecka (które tupnie nogą i krzyknie Mamo kup mi tego lizaka!). Zdrowy egoizm powinien na stałe zagościć w naszym życiu, które dzięki temu stanie się lepsze i pełniejsze.Trzymajcie mnie – wniosek z tego taki, że przeciętny człowiek bez pomocy coacha nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować! A jeśli nawet jest, to co to za beznadziejna egzystencja?!

Nie dostrzegam potencjału coachingu – przykro mi. Nabijam się z mów motywacyjnych i trenerów zachowania, którzy markerem na tablicy rozrysowują schemat idealnego życia. Nazwijcie mnie ignorantką, która plecie bzdury – trudno, żyjąc według zasad zdrowego egoizmu powinnam mieć to w tyłku. I wiele innych rzeczy, bo przecież najważniejsze jest to, co myślę JA.

To co z tym zdrowym egoizmem Panien Młodych?

Zdrowy egoizm to postawa, która kładzie szczególny nacisk na przyznanie sobie prawa do własnych potrzeb oraz dbania o nie bez poczucia winy.

Szczególnie ważne jest odkrywanie i rozumienie swoich uczuć, wyrażanie emocji, dbanie o własne szczęście i bycie autentycznym. Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie fakt, że zdrowy egoizm w żaden sposób nie chroni nas przed zdrową przesadą w egoizmie. Mamy dbać o siebie ZAMIAST o innych. To małe słowo, które zmienia tak dużo. Zdrowy egoizm ma w sobie wiele z dziecięcego buntu i egocentryzmu, który ukrywa się pod płaszczykiem rozwoju osobistego i asertywności. Jest przy tym dość obłudny - ,,klasyczny’’ egoista otwarcie przyznaje się do swojej negatywnej postawy, natomiast ,,zdrowy’’ udaje kogoś, kim nie jest.

Panna Młoda powinna zapomnieć o zdrowym egoizmie i skupić się na egoizmie pozytywnym – to coś zupełnie innego. Pozytywny egoizm to postawa, w której świadomie i z pełną odpowiedzialnością stawiamy siebie w centrum świata, nie zapominając jednocześnie o innych i nie popadając w narcystyczne samouwielbienie. Ważne, aby poświęcać sobie co najmniej taką samą uwagę, jak swoim najbliższym. Taka równowaga to gwarancja sukcesu.

Słowo pozytywny w swoim łacińskim pierwowzorze (łac. positivus) oznacza ,,oparty’’, ,,uzasadniony’’. Pozytywny egoizm zaleca taką koncentrację na sobie, która znajduje OPARCIE i UZASADNIENIE w naszym otoczeniu, a więc zna swoją miarę. Nie jest oderwany od rzeczywistości i rozdmuchany do patologicznych rozmiarów. Jest paradoksalnie dużo zdrowszy od nomen omen ,,zdrowego’’ egoizmu, bo nie zamyka nas w bańce egocentryzmu.

Uważam, że Panna Młoda z założenia nie może być egoistką (nawet tą zdrową). Ślub to przedsięwzięcie, które swoim zasięgiem obejmuje wiele osób, które również mają prawo do decydowania o jego kształcie. Nie przekonuje mnie argumentacja, w której Panna Młoda stwierdza to mój ślub, więc moje zasady. Skoro tak, to zapraszam na bezludną wyspę. Nie twierdzę, że powinnaś wystąpić w śnieżnobiałej bezie z 3 metrowym trenem tylko dlatego, że tak to widzi twoja babcia, skoro twoim marzeniem od zawsze była seksowna, dopasowana kreacja. Daleko mi do osoby, która ulega sugestiom i łatwo daje sobie narzucić zdanie innych, jednak rozumiem, że życie bez kompromisów jest po prostu niemożliwe (a co najmniej nieznośne). Ok, ślub to Twoje wielkie marzenie, które planujesz od dziecka – ale czy na pewno tylko Twoje? Założę się, że Twoi rodzice niejednokrotnie oczyma wyobraźni widzieli, jak w pięknej sukni wykonujesz swój pierwszy taniec.

Nie da się zadowolić wszystkich – to fakt. Szczególnie w kontekście ślubu i wesela. Ale czy egoizm to właściwa droga? Dbajmy o swoje interesy, ale nie dążmy po trupach do celu. Słuchajmy siebie nie zapominając o opinii najbliższych, jednocześnie nie pozwalając, aby ich głos zagłuszył nasze pragnienia. Jeżeli już koniecznie chcemy być egoistami, to tylko tymi pozytywnymi.

To tyle teorii :) W praktyce jest znacznie trudniej...

Średnia

3.7

Oceń mój artykuł

Zobacz także

13 grudzień 2017
31 marzec 2020

Komentarze