Wywiad z Mariuszem Figajem - kolekcjonerem fotografii sprzed lat

26 czerwiec 2019
Magdalena Gitler

Czy zastanawialiście się kiedyś jak wyglądały polskie śluby w dawnych czasach? W jaki sposób ubierali się na tę wyjątkową uroczystość nasi dziadkowie i pradziadkowie?

Jeśli tak, mam dzisiaj dla Was wywiad, który na pewno Wam się spodoba. Pan Mariusz Figaj od lat kolekcjonuje fotografie ślubne, a jego zbiór zdjęć z Wielkopolski obejmuje fotografie z lat 1899-1972. Pan Mariusz zgodził się opowiedzieć o swojej wyjątkowej pasji oraz o tym, w jaki sposób pozyskuje zdjęcia do swoich zbiorów.

W czasie rozmowy zdradził również jedną z wyjątkowych historii miłosnych, którą skrywają zdjęcia z jego zbiorów. Mam wielką nadzieję, że nasza rozmowa Wam się spodoba.


Dziadkowie Pana Mariusza

Czy zawsze lubił Pan historię i fotografię? Czy od początku było jasne, że zwiąże się Pan z którąś z tych dziedzin?

Przygodę z fotografią rozpocząłem w pierwszym roku życia. Do dzisiaj w pudle z rodzinnymi pamiątkami spoczywa malutka fotografia, oporządzona w ząbki (moda lat sześćdziesiątych). Zdjęcie przedstawia moją ciut starszą siostrę Henrykę i jej koleżankę Zosię, które popychają przed sobą staromodny, dziecięcy wózek z moją zaWARTOŚCIĄ.

Przez dobre siedem lat byłem wdzięcznym obiektem do fotografowania, a rolę rodzinnego fotografa pełnił wówczas mój starszy brat Leszek. Ostatni aparat fotograficzny, jakiego używał do naświetlań kliszy, to model radzieckiej Zorki 4. Leszek był mocno zainteresowany rzemiosłem fotografa. Od zwolnienia migawki i naświetlenia kliszy do wywołania odbitki - wszystko wykonywał samodzielnie. Imponował mi swoim zapałem i umiejętnościami. Nic dziwnego, że w roku 1969, kiedy brata zmobilizowano, powołując do odbycia zasadniczej służby wojskowej, zapragnąłem nagłego zastępstwa na stanowisku rodzinnego fotografa.

Powiększalnik, własnej roboty, suszarkę, kuwety duże i małe, szczypce, chemikalia, plus czerwoną żarówkę, to wszystko odziedziczyłem na okres co najmniej dwóch lat. Hurrra!

W tym czasie pisaliśmy do siebie na przemian długie listy. To był zarazem mój pierwszy kurs korespondencyjny. Leszek tłumaczył mi wszystko krok po kroku w kolejnych listach. Powstało techniczne forum na temat fotograficznej odbitki. Aparat - zastrzegł, żeby nie używać. "Zorka" jest jego i tak ma pozostać. Reszta sprzętu pozostaje do mojej dyspozycji. Mam praktykować.

Byłem wtedy dumnym posiadaczem prostego, polskiego aparatu fotograficznego na film typu 120 (produkowany po II wojnie światowej przez Warszawskie Zakłady Fotooptyczne). Mogłem zaczynać, był komplet.

Jeśli natomiast chodzi o historię, jak sięgam pamięcią, przez okres pierwszych czterdziestu lat nie byłem jej miłośnikiem praktycznie w żadnym wydaniu. No może w okresie początkowym tego zastrzeżonego czasu, pewnie jak większość zafascynowany byłem bajkami, legendami, opowieściami z dawnych lat, ale żeby tak przedmiotowo interesować się historią, to zdecydowanie NIE. W chwilach życia, kiedy coś, co mnie zachwyciło, zainteresowało i wymagało poznania tła sytuacji, w jakiej do czegoś doszło, poznania jej historii - wtedy absolutnie, ta część wiedzy wciągała oraz pomagała w zrozumieniu - w takiej formie historia owszem i tak. Jednak podręcznikowa nauka, tego co znać uczeń powinien, co wypada, ciurkiem czas mierząc datami od zwyczajnej do nakazanej dla zapamiętania - tego NIE. Dodajmy do tego obrazu nauczania wizerunek pedagoga z tamtych lat, który prowadzenie lekcji zamieniał w głośne czytanie stron podręcznika. Jego monotonny głos co jakiś czas przerywany uwagą, żebym się nie wiercił w ławce albo nie rozmawiał z kolegą - klimat szkoły zaczynającej się podstawówką w roku 1964 nie sprzyjał porywom dla poznawania naszej przeszłości. Era nauczycieli – odtwarzaczy (klepaczy podręcznikowych tekstów), nijak nie potrafiła wielce zainteresować przedmiotem.

Unikałem książek historycznych i filmów kostiumowych. Ojciec w mundurze wojskowym, siostra z tytułem doktora nauk "Metodologia nauczania historii", przyjaciele zaczytani w powieściach historycznych, znajomi na każdym seansie kostiumowego filmu... A ja? Odmieniec istny i nic z tych rzeczy. Dopiero w dobrze dorosłym życiu nastąpiła nieoczekiwana przemiana. To właśnie temat starych fotografii ślubnych był dla mnie kołem zainteresowań o wielkim zamachu. "Obraz jest wart tysiąca słów." - z przyjemnością doświadczyłem tego przekazu.


Skąd pomysł na kolekcjonowanie zdjęć ślubnych? Jak zrodziła się Pana wyjątkowa pasja?

Miałem magiczne 7 lat, kiedy odeszła do „Krainy Wiecznych Łowów” moja ukochana Babcia. Mimo, że jestem już „starym koniem”, pamiętam te długachne rozmowy z Babcią na rozliczne tematy. Podczas takiej jednej rozmowy, „z głupia frant” Babcia oznajmiła: „Jak dorośniesz, chcę żebyś został lekarzem”. Kilka tygodni później rozstała się z tym światem, a ja zostałem z niezrozumiałym dla mnie przesłaniem. No bo jak? Nigdy wcześniej nie rozpatrywałem dla siebie takiego zawodu.

Dzisiaj, w dorosłym życiu, odnajduję kontynuację przesłania mojej babci. I nie jest to zajęcie przybrane w biały fartuch ze stetoskopem na szyi. Tym razem niczym farmaceuta zajmuję się badaniem nad lekiem przywołującym pamięć. Pamięć ubraną w odświętne szaty dobywane niekiedy z dziewiętnastowiecznej szafy naszych prababek i tylko na specjalną okazję. Ten cudowny lek, podawany zazwyczaj w prostokątnych tabletkach nie chce się przeterminować. Im starszy, tym bardziej skuteczny. Fotografia – cudowny lek na pamiętanie! Tym się zajmuję.

Wystawa starej fotografii ślubnej: "Wielkopolanie na ślubnym kobiercu" była pomysłem na wypromowanie komercyjnego wydarzenia. Olśnienie spadło jak grom z jasnego nieba przy okazji organizowania pierwszych w Wielkopolsce Targów Ślubnych. Nagłe oświecenie przywołało na myśl sposób na bezpłatną promocję wydarzenia. Impreza targowa o tematyce ślubnej, w środowisku wielkopolskiego biznesu rozwijającego się pod welonem panny młodej, wymagała nie lada wsparcia promocyjnego. To był pewien sposób na zdobycie potrzebnej gotówki. Jakiś zawiły paragraf podatkowy pozwalał wtedy na redukcję dochodu o pulę inwestycji w kulturalne przedsięwzięcie. Wystawa starej fotografii pasowała jak ulał dla "odpodatkowania" przy użyciu takiego właśnie klucza. Ten biznesowy sposób na ulgę podatkową jak szybko się pojawił, tak samo błyskawicznie poszedł w zapomnienie. Prace związane z organizacją wydarzenia pochłonęły do końca czas wyznaczony na przygotowanie targowej imprezy. O kalkulacjach zapomnieliśmy, a wszystko działo się równolegle z turbo przyśpieszeniem. Okazja do roztrąbienia wieści, konkretnie Walentynki - już kipiała z kalendarza. Uzbierane wcześniej kontakty z darczyńcami rodzinnych pamiątek oraz gwałtowne działania w celu pozyskania nowych nagle stały się priorytetem. Cała siła wyobraźni skierowana została na gromadzenie kolekcji, której początek sięgał skromnej wystawy starej fotografii ślubnej w gościnnych progach zakładowej biblioteki "Cegielskiego".

Tamta wystawa zgromadziła raptem kilkadziesiąt fotografii. Najstarsze egzemplarze znalazły miejsce w ekspozycji za szybką. Była to witryna biblioteczna, wypełniona dekoracyjnie starą firanką i jeszcze starszymi pamiątkami ślubnymi. W tamtym czasie miałem przyjemność prowadzić radio zakładowe w Zakładach Przemysłu Metalowego H. Cegielski w Poznaniu. Że tak powiem - "za pieniądze" odczytywałem firmowe komunikaty i narzucone wiadomości zakładowe, a ze skutkiem wielkiej przyjemności prowadziłem rozmowy z ludźmi Zakładu. Nagrywałem reportaże, zdawałem dźwiękowe relacje z codzienności wielkiego kolosa Przemysłu Polskiego. Zdawało mi się, że prowadzę takie małe, wewnętrzne radio. Udało mi się nawiązać dobry kontakt ze słuchaczami i wykorzystałem to dla pozyskania kolejnych eksponatów do mojego "muzeum ślubnej fotografii". Wystawa w bibliotece była jednym z elementów marketingu. Wydarzenie miało na celu popularyzację tematu i powiększenie kolekcji. Udało się.
Kolejna edycja, już poszerzonej wystawy, ukazała się wraz z debiutem wielkopolskich targów ślubnych w roku 2013. Była dostępna dla publiczności przez 8 godzin. Przygotowania trwały 7 lat! Odwiedziło nas, ponad dwa tysiące Gości. Było fajnie :)

Gromadzi Pan zbiory, które prezentują śluby i wesela organizowane w rodzinach pochodzących z różnych warstw społecznych. Które sfery budzą w Panu największe
zainteresowanie?

Fascynują mnie zdjęcia zbiorowe grupy weselnej. Im starsze, tym bardziej opowiedziane tajemnicą przeszłości. W odpowiedzi na to pytanie wskażę wiejskie wesele.

Kiedy zapada kurtyna w teatrze, żeby za chwilę unieść się swobodnie i ukazać zbiorowy obraz całego zespołu aktorów, którzy wzięli udział w widowisku, na widowni rozlegają się oklaski. Jest to sympatyczna forma podziękowania za wspólnie spędzony czas. Kiedy otwiera się migawka kamery ślubnej, na scenie są już wszyscy uczestnicy wesela. Rozstawieni z dostojeństwem, odgrywający najważniejszą rolę zajmują miejsca w samym środku. Pstryk! Tu spektakl dopiero się zacznie.

Fotografia z wesela w Kiełczewie z roku 1909 - w mojej kolekcji, to najstarszy przykład zbiorowego portretu weselników. Takie zdjęcia są kopalnią wiedzy dla poszukujących przeszłości. Postacie rozmieszczone w kadrze w dużej części układają się w przewidywalną całość. Obrazek można czytać jak książkę, rozpoznawać uczestników, umiejscawiać w czasie, dopatrywać się szczegółów zwyczaju, obrzędu, aż po identyfikacje dźwięków, które za chwilę wydobędą weselni grajkowie.

Śluby i wesela w Polsce na przestrzeni ostatnich (ponad) stu lat niesamowicie się zmieniły. Jakie lata są Pańskimi ulubionymi? Śluby z jakiego okresu fascynują Pana najbardziej?

Te z przełomu XIX i XX wieku.

Ile zdjęć liczą Pańskie zbiory? Pisze Pan, że posiada bogaty zbiór zdjęć z Wielkopolski, a czy w Pana kolekcji znajdują się również zdjęcia z innych regionów Polski, a może posiada Pan też fotografie ślubne z innych krajów?

Fotografie ze zbioru "Wielkopolanie na ślubnym kobiercu" stanowią zbiór ponad 300 obrazów. Zdjęcia z tej grupy dotyczą ślubów Wielkopolan. Czasami tylko jedna ze stron jest rodem z Wielkopolski. Ważnym czynnikiem łączącym jest pochodzenie, a wydarzenia ślubne rejestrowane były w przeróżnych miejscach kraju, także na obczyźnie. Spora kolekcja dawnych fotografii ślubnych z całego świata czeka na miłośników tego typu obrazów na Pintereście. Tam zdjęcia zostały podzielone na dziesięciolecia od XIX wieku, po czasy lat dziewięćdziesiątych.

Adres dziewiętnastowiecznych dzieł fotografów ślubnych: https://pl.pinterest.com/mariuszfigaj/xix - wpisując w adresie w miejscu /XIX/ - kolejno 10, 20, 30..., otwieramy drzwi kolejnych galerii z przykładami wybranego dziesięciolecia.

W jaki sposób wyszukuje Pan zdjęcia ślubne i dociera do osób, które je mają? Jak reagują one na prośbę o udostępnienie zdjęć?

Pierwsze fotografie do kolekcji znalazłem w pudełku z rodzinnymi pamiątkami. Dalszy etap to rozglądanie się w kręgu znajomych. Pierwsza gromadna zbiórka była wezwaniem skierowanym w prowadzonych przeze mnie audycjach "Radia Hipolit" w Zakładach Przemysłu Metalowego H. Cegielski w Poznaniu.

Kolejny zryw w pozyskiwaniu fotografii nastąpił przy okazji organizowania pierwszych w Wielkopolsce Targów Ślubnych. Wpadłem na przewrotny pomysł: zorganizować dużą wystawę starej ślubnej fotografii jako istotny element promocji wydarzenia targowego. Pozyskałem w tym celu wsparcie dwóch ślubnych periodyków. Ogłosiliśmy zbiórkę starych fotografii z obietnicą ich prezentacji na rzeczonej wystawie. Dodatkowo zapowiedziany był konkurs na najciekawszy eksponat, poparty obietnicą nagrody, jaką była suknia ślubna. Wywołał on duże zainteresowanie. Eksponaty odbierałem osobiście odwiedzając "darczyńców", którzy zdecydowali się na wypożyczenie nam swoich rodzinnych pamiątek. Była to okazja do poznania nowych ludzi oraz uzyskania ciekawych informacji o pozyskanych obrazach.

Wszystko odbywało się bardzo sympatycznie. Wystawa miała być magnesem dla wkładu w wydarzenie od poszczególnych firm z branży. Był to okres, kiedy na skutek jakiegoś podpunktu w paragrafach, inwestując w kulturę, inwestor odnosił korzyści. Odzew był imponujący. Na wystawie zaprezentowaliśmy około 250 fotografii. Pomysł podchwyciły media i skutecznie pomogły w gromadzeniu kolekcji. Wystawy "na żywo" oraz witryny internetowe z galerią naszych zdobyczy też kusiły i nadal kuszą do podzielenia się z nami ślubnymi obrazami.

Jakie jest Pana ulubione zdjęcie z kolekcji? Czy wiąże się z nim jakieś szczególne wspomnienie lub historia?

Proszę sobie wyobrazić: Poznań, pierwsza dziesiątka XX wieku dobiega końca. Na ślubnym kobiercu stają Jadwiga i Stefan Figaj. Fotograf robi pstryk, najprawdopodobniej w swoim studiu. Na wieczną pamiątkę zarejestrowani nowożeńcy - moi dziadkowie. Tak, ta fotografia pozostaje w moim zbiorze pod specjalnym nadzorem i objęta jest wyjątkową troską. Nic dziwnego, że trafiła na okładkę, aktualnie przygotowywanej publikacji książkowej zatytułowanej: "Wesele Figaja - Wielkopolanie na ślubnym kobiercu". To właśnie ta fotografia "robiła" za ziarenko, z którego wykiełkowała moje kolekcja.

Za każdą fotografią ślubną stoi niezwykła historia miłości, czy zdarza się, że poznaje Pan te historie podczas poszukiwania fotografii do swojej kolekcji? Czy ma Pan może historię, którą chciałby się podzielić z naszymi Czytelnikami?

Ślub, o którym opowiem, odbył się 22 lipca 1939 roku w Pawłowicach koło Leszna, w kościele parafialnym pod wezwaniem Matki Boskiej Śnieżnej. Zdjęcie ślubne zostało wykonane przez fotografa z Leszna. Ślub odbył się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Krzemieniewie, a w podróż poślubną nowożeńcy wybrali się do modnego wówczas ośrodka sanatoryjnego, Ciechocinka. Kilka dni po powrocie do domu wybuchła II wojna światowa...

Zacytuję historię przedstawioną przez ich córkę - Danutę Popiak-Górską. "Kiedy wojska najeźdźcy zaczęły poruszać się w głąb kraju, rodzice postanowili uciekać przed nimi do Warszawy. Niestety, pomysł ten okazał się niewypałem, gdyż tam też już wtargnęli Niemcy. Wrócili zatem do swojego domu, który zastali okradziony ze wszystkiego co pozostawili. Olbrzymie dwa psy, które w nim zostały - zastrzelone. W drzwiach znajdowały się ślady kul, to wskazywało na zastrzelenie zwierząt. Zaczęli więc urządzać się na nowo. Niestety, pewnych skradzionych rzeczy nie udało się odzyskać, a wśród nich zdjęcia ślubnego... Po jakimś czasie matka wybrała się na spacer po miejscowym parku. Jakież było jej zdumienie, gdy na ziemi, na trawniku ujrzała swoje ślubne zdjęcie. Był to dobry omen na ich dalsze życie. Przeżyli szczęśliwie wojnę, a ich wspólne pożycie trwało ponad sześćdziesiąt lat.”

Zawsze, kiedy opowiadam tę historię, odczuwam dreszcz emocji. To zdarzenie graniczy z cudem, tym cudowniejszym, że bohaterowie - jak w bajce - żyli długo i podejrzewam szczęśliwie :)

Panie Mariuszu, czy można gdzieś obejrzeć Pana kolekcję? Wiem, że organizuje Pan wystawy. Czy planowane są jakieś w najbliższym czasie? A może Pańskie zbiory można obejrzeć również w innym miejscu?

Aktualnie wystawa starej fotografii dostępna jest w centrum miasta, w sąsiedztwie poznańskiego "Okrąglaka". To "Galeria Przechodnia" gdzie w ponad dziesięciometrowej witrynie wystawione zostały niektóre eksponaty kolekcji. Jest ich zaledwie kilkanaście, ale prezentowane są w dużym powiększeniu. Każde zdjęcie ma nawet ponad metr szerokości.

To ciekawa aranżacja, dostępna przez całą dobę, przez 7 dni tygodnia. W tle pojawia się muzyka, przeboje lat przedwojennych, które nadają dodatkowy klimat i akustyczny wymiar komunikacji z przeszłością. Zbiory można obejrzeć również w moim wirtualnym muzeum.

A także na stronie promującej książkowe wydanie mojej ślubnej przygody: www.weselefigaja.pl

Panie Mariuszu, dziękuję pięknie za czas poświęcony na wywiad oraz wspaniałą historię, którą zechciał się Pan podzielić ze mną oraz z naszymi Czytelnikami. Zbiory fotografii z różnych epok znajdziecie w podlinkowanych w tekście miejscach i mam nadzieję, że już niedługo także w książce „Wielkopolanie na ślubnym kobiercu”, którą Pan Mariusz planuje wydać.

Średnia

5.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

22 czerwiec 2018
29 sierpień 2019

Komentarze