Jestem sobą - nawet dzień przed ślubem

24 styczeń 2018
Joanna Brodzicka

Presja społeczeństwa, non stop na dywaniku ludzkich spojrzeń, wszystko tip-top, dopięte na ostatni guzik. Czy temu podołam, czy nie zwariuję za chwilę i nie ucieknę sprzed ołtarza jako panna młoda? Bo ślub tuż tuż, stres sięgnął zenitu, ratunku!

Look weselny przygotowany, sprawdzony i wypróbowany. Wszystko tak jak JA chciałam, nie poddałam się namowom mamy i teściowej, które nawoływały:

  • włosy powinny być upięte w kok,
  • welon maksymalnie do pasa, bo inaczej będzie za ciężki,
  • rękawiczki powinnam założyć,
  • do ołtarza tylko z ojcem/nawet skoro nie jest to mój biologiczny,
  • buty z zakrytymi palcami, żeby było elegancko.

 

O Nie! Tego już za wiele. To mój ślub i mój dzień! Będzie tak, jak to sobie wymarzyłam. Owszem, zgodnie z tradycją, ale po mojemu. Nie ustąpię również w kwestii:

  • wyboru druhen,
  • fotografa i zdjęć w plenerze,
  • orkiestry,
  • wieczoru panieńskiego.


Nie jestem plastikową lalą, którą można ucharakteryzować, ubrać i poprowadzić za rączkę. Nawet dzień przed ślubem, nie ugnę się w wielu sprawach. Liczę się ze zdaniem przyjaciół i rodziny, szanuję nawet, że są przesądni, jednak jestem, jaka jestem i nie chcę się zmieniać.

I Tobie również to radzę. Jeśli zmieniamy się tylko dla innych, niezgodnie z samym sobą, to wkrótce poczujemy niesmak. Będziemy niezadowoleni, sfrustrowani i po prostu źli. A nasze niezadowolenie przełoży się na wiele życiowych aspektów. Nasza butna mina nie będzie miała w sobie nic wzniosłego, w tym szczególnym i jedynym w życiu dniu. Nie poddawajmy się wszystkiemu, czego oczekuje od nas społeczeństwo. I nie podążajmy ślepo za tym, co na topie. Musimy żyć w zgodzie z własnym ja, nawet kiedy stres nas połyka, a myśli krążą jak szalone...

Dzień przed ślubem powinniśmy się wyciszyć, w towarzystwie osób nam najbliższych. Odpocząć, przemyśleć czy o wszystkim pamiętamy. Nie ma sensu już pędzić, wariować, stawać na głowie. I nie zmieniajmy tego, co już zostało zaplanowane. Na ostatnią chwilę można tylko zmienić kolor szminki, a nie weselne menu...

Łapka do góry kto się ze mną zgadza. Bo nie chodzi tu o stawianie własnego ja  na pierwszym planie. Mówię tu o presji, jaka spotyka nas wokół, ślepej gonitwie za trendami. Jeśli będziemy takie jak wszystkie dziewczyny wokół, to jakie będziemy? Niewidoczne.

Chcesz być niewidoczna? Ja zdecydowanie nie! :)

Średnia

5.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

Komentarze

Mam 30 lat i w październiku jest nasz ślub. Wszystko po naszemu. Nikt nam nie dokłada nawet złotówki. Stąd jesteśmy mega szczęśliwi, nikt się nie wtrąca. Imformujemy o pojedynczych decyzjach, jak data, miejsce, ilość osób. O zgrozo tylko rodzice, rodzeństwo z rodzinami, chrzestni, babcia, jedni przyjaciele. Łącznie 35 osób. Nikt nie wypowiada się, że mamy zaprosić wujka Mietka, czy sąsiadkę Krysię. Teść się krzywił, że DJ, a nie kapela. No ale trudno. Nie zdradzamy innych szczegółów. Chcemy chociaż czymś zaskoczyć, a nie przez rok maglować temat ślubu i wesela. Polecam każdemu
~Magda 25 styczeń 2018 06:34 odpowiedz