Plany ślubne kontra rzeczywistość

29 maj 2020
Martyna Wróblewska

Zapadła decyzja – bierzemy ślub! W środku czułam zarówno wielkie szczęście, jak i lekkie zdenerwowanie. Czekałam na ten moment dość długo, bo aż 8 lat i w momencie gdy to wszystko zaczęła się „dziać” nie mogłam w to uwierzyć.

Do wszystkiego podchodziliśmy raczej na spokojnie. Wyszliśmy z przekonania, że zbadamy temat, zorientujemy się co i jak i wtedy przyjdzie czas na konkretne decyzje. Nie założyłam klasycznego plannera Panny Młodej, nie zainstalowałam aplikacji na telefonie, która miałaby mi podpowiadać krok po kroku co robić. Na podstawie życiowych informacji, obserwacji bliskich mniej więcej wiedzieliśmy jak wyglądają przygotowania ślubne.

Z racji trwającego ślubnego szaleństwa, wiedzieliśmy, że sale powinno rezerwować się z duuuużym wyprzedzeniem, więc to od niej zaczęliśmy…

Co zamiast stodoły?

Marzyło mi się wesele w stodole, wiedziałam, że w naszym mieście nie mam czego szukać, a dojazdy nie wchodzą w grę i pogodziłam się z tym. Chciałam więc za pomocą dekoracji wprowadzić styl rustykalny, więc chcieliśmy poszukać sali neutralnej.

Umówiliśmy się na spotkanie z managerem nowo powstającego kompleksu. Na miejscu nie było za wiele do oglądania, a jedynie teren, który w przeciągu 2 lat miał być zagospodarowywany. Potencjalne miejsce zobaczyliśmy więc jedynie na makietach, zwiedziliśmy okolicę i kościółek, który znajduje się na terenie posesji. Dowiedzieliśmy się, kiedy restauracja ma zacząć działać, spojrzeliśmy w kalendarz i padła przypadkowa data. Bez żadnych analiz i głębszego myślenia, po prostu. Wspomniany wyżej kościół miał wolny ten termin, więc od razu dwie sprawy załatwione, co wywoływało niemałą radość.

A jednak... trzeba szukać nowej sali!

Postępy prac podglądaliśmy na profilu społecznościowym, aż w końcu zaproszono nas na Drzwi Otwarte, choć miejsce nie było jeszcze w pełni gotowe, można stwierdzić, że prace były w połowie scenariusza. Przekroczyliśmy próg sali weselnej i w naszych oczach pojawiło się przerażenie. To nie było to, czego się spodziewaliśmy. Co innego plansze poglądowe, co innego widok na żywo...

Mocna, charakterystyczna podłoga, dziwne lampy, parkiet za ścianą, a po rozmowie z managerem informacja, że ceny mają pójść jeszcze w górę, więc nikt nie potrafi na tą chwilę powiedzieć, jaka kwota będzie obowiązywała w wybranym przez nas terminie. O mało nie zemdlałam, moja głowa od razu zaczęła produkować pytania: Gdzie my teraz znajdziemy salę? Czy w ogóle jakąś znajdziemy?

Musieliśmy trzymać się terminu, ponieważ podpisaliśmy w międzyczasie umowę z DJ-em i wpłaciliśmy zaliczkę. Dopingowaliśmy siebie nawzajem, że trzeba podejść do wszystkiego na spokojnie, że to tylko drobne nieporozumienie.

Gdy emocje trochę opadły, jako urodzona organizatorka, zakasałam rękawy i zaczęłam szukać innego miejsca. Zrobiłam wywiad wśród znajomych z branży ślubnej, sprawdziłam terminy i dość szybko udało znaleźć się alternatywę. Stwierdziłam, że z pewnością tak miało być i to jest nam pisane :)

Termin zajęty

Ale co z kościołem? Czy to również będzie tak proste jak znalezienie nowej sali? Wybraliśmy się do wybranego przez siebie, ale gdy ksiądz usłyszał jaka data nas interesuje, wyznał, że jest na tyle odległa, że mamy przyjść za pół roku i wtedy nas wpisze z gwarancją dostępności terminu.

Przejdę do meritum od razu, jak możecie się domyślić wróciliśmy za pół roku, ale w księdze były zapisane już inne pary. Nie wiem, jakie miałam ciśnienie w momencie, kiedy się o tym dowiedziałam, ale z pewnością było dość wysokie. Była to dla nas bardzo przykra sytuacja.

Finał był jednak pozytywny. W tym dniu stworzono specjalnie dodatkową wcześniejszą godzinę ślubu, na którą wpisali właśnie nas. Uff. Odetchnęliśmy z ulgą, ale nerwy miały znów sprawdzian...

Trudności w wyborze sukni

Przyszedł czas na poszukiwania sukni ślubnej, tej jedynej, wymarzonej, idealnej. Miałam w głowie jej zarys, przykładowe zdjęcia. Już w pierwszym salonie moje marzenia senne zostały zmienione, ponieważ okazało się, że wymarzone modele nie pasują do mnie. Zmierzyłam więc inne suknie, ale niestety żadna nie przypadła mi do gustu.

Drugi salon ta sama sytuacja, trzeci, czwarty również i piąty i szósty też… Dodatkowo z biegiem czasu w każdym salonie na wejściu dowiadywałam się, że to ostatni dzwonek, żeby wybrać sukienkę, ze względu na datę i jej popularność, więc czułam jeszcze większą presję. Suknia ślubna to przecież jedna z ważniejszych ślubnych spraw, dodatkowo stresujące pytania bliskich: Już kupiłaś? Już wybrałaś? Masz ją?

Powoli się poddawałam, nie wiedziałam co jest ze mną nie tak, że w żądnej sukni nie czuję się dobrze. Czyli znów niepowodzenia, znów stres i nieodhaczony punkt podczas przygotowań. Aż w końcu znalazłam pracownię w innym mieście, pojechałam na spotkanie, gdzie zaprojektowałyśmy moją potencjalną kreację (choć początkowo odrzucałam takie rozwiązanie, należę do osób, które muszą widzieć i mieć od razu). Za miesiąc jadę na wizytę, by wybrać materiały do tworzenia sukni i na pierwszą przymiarkę. Trzymajcie kciuki! :)

Makijażu nie będzie

W czasie planowania naszego ślubu i wesela uczestniczyliśmy w ważnym dniu naszych przyjaciół. Chcąc odczarować nieciekawą niegdyś wizytę u makijażystki, która skutecznie odciągnęła mnie od korzystania z tego typu usług, po kilku latach zapisałam się na makijaż. Muszę przyznać, że był idealny, subtelny - taki jak chciałam. Na weselu znajomych czułam się w nim doskonale. Cieszyłam się więc, że znalazłam makijażystkę, która sprostała moim oczekiwaniom i pomaluje mnie również w dniu mojego ślubu.

Pomimo tego że chciałam zarezerwować termin z prawie rocznym wyprzedzeniem, jak się okazało dostępna była tylko jedna, dość wczesna godzina. Stwierdziłam, że biorę, że jakoś dopasuje fryzjera i wszystko zgra się w całość. Cieszyłam się, że tak ważną sprawę mam już z głowy i spałam spokojnie.

Niestety, kilka tygodni temu Pani napisała, że z przyczyn prywatnych raczej nie uda jej się mnie przyjąć. Aaaa! Co?! Znowu?! Dlaczego?! Musicie wiedzieć, że jestem straszną panikarą, nie lubię niepowodzeń, a gdy mają miejsce, w moim wnętrzu odgrywa się dramat przez duże D. Napisałam do 7 innych pań, niestety wszystkie podany termin mają już zajęty, szukam więc nadal, wierząc, że będzie dobrze.

A co z fryzurą ślubną?

Bardzo długo szukałam fryzjera, do którego będę chodzić z przyjemnością, bez stresu. Znalazłam bardzo zdolną dziewczynę, której ufam w 100% i pozwalam decydować o mojej fryzurze. Jest genialna, dlatego pragnęłam, by zadbała o moje włosy również w dniu ślubu. Wiedziałam, że w weekendy nie pracuje, a nasz ślub przypada w sobotę, ale liczyłam na to, że przekonam ją do otworzenia dla mnie salonu :)

Podczas jednej z moich wizyt, zadałam pytanie i… niestety, fryzjerka poinformowała mnie, że przyszłaby mimo że to weekend, ale sama kilka tygodni wcześniej wychodzi za mąż, a potem jadzie z mężem w podróż poślubną. Ta sytuacja chyba najbardziej mnie rozczarowała z racji uprzedzenia do fryzjerów.

Szukam już długo i jak na razie bez efektów. Mam wrażenie, w dniu naszego ślubu, dziwnym trafem innym też przypadają same ważne okazje i zarówno fryzjera, jak i makijażystki nie mogę znaleźć.

Znajomi nie przyjdą na moje wesele

Powoli zaczęliśmy informować rodzinę i przyjaciół, kiedy odbędzie się nasz ślub. Zdradzaliśmy kulisy przygotowań i ich postępy. Opowiadaliśmy jakie mamy pomysły lub radziliśmy się bardziej doświadczonych, co o nich myślą. Podczas dwóch takich spotkań znajomi zaskoczyli nas wieściami. Otóż przekazali nam informację, że nie będzie ich na naszym ślubie. Jedna para ma już dawno podpisaną umowę i pracuje w tym dniu, druga zaś spodziewa się dziecka i termin porodu przypada na dzień naszego ślubu! To był kolejny cios. Ważni dla nas ludzie, nie będą z nami w tym dniu. Szkoda...

Powinnam skupić się na tym, co wyszło. Podpisaliśmy szczęśliwie umowę z DJem, dekoratorką oraz fotografem, zamówiliśmy obrączki, kupiliśmy smoking, zrobiliśmy zaproszenia. To niemałe sukcesy.
Powtarzamy sobie, że podczas każdych przygotowań wiele Par Młodych spotyka się z pewnością z drobnymi niepowodzeniami. Jest to wpisane w życie, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, pojawiają się też smutne incydenty, jednak warto skupić się na pozytywach.

Do wszystkich Panien Młodych - nie poddawajcie się, nie zniechęcajcie, finalnie z pewnością wszystko złoży się w idealną całość i będzie tak, jak sobie wymarzyłyście. Drobne niepowodzenia, niechaj motywują. Dzięki nim stajemy się jeszcze silniejsze! Panowie mają z reguły nieco mocniejsze charaktery i są w takich sytuacjach spokojniejsi, wspierajcie więc swoje kobiety. Partnerstwo w takich sprawach jest bardzo ważne! :)

Nastrajajcie się pozytywnie na ten ważny dla Was dzień. Dzień, w którym staniecie przed sobą i powiecie na głos, że chcecie, że pragniecie, że na zawsze... To dopiero magia! Paleta emocji, z którymi jeszcze wcześniej (mogę się założyć) nie mieliście do czynienia. Zapewniam Was, będzie pięknie! U mnie też! :) 

Średnia

2.7

Oceń mój artykuł

Zobacz także

18 marzec 2019
04 grudzień 2019

Komentarze