Na wesele bez kreacji...

16 listopad 2017
Katarzyna Bieńkowska

Znacie to uczucie, kiedy szykujecie się do wyjazdu i pakowanie sprawia wam trudność, bo niezbyt daleko albo na niezbyt długo, a jednak wszystko może się przydać?

Tak właśnie wyglądało pakowanie się na wesele kuzynki – wyjazd dosłownie dwudniowy, a tyle trzeba ze sobą zabrać, żeby i dobrze wyglądać i czuć się komfortowo... W efekcie jesteśmy obładowani jak wielbłądy i dziękujemy sobie w myślach, że jednak dziecko nie jedzie z nami! Bo nie dość, że tobołków byłoby trzy razy tyle, to jeszcze nie zmieścilibyśmy się do samochodu, bo teściowie do nas dokładają swoje garnitury i sukienki. Wobec tego w samochodzie są cztery dorosłe osoby, łóżeczko turystyczne dla siostrzenicy i 18 wieszaków z ubraniami plus nasze torby – czujemy się jak sardynki.

Pierwszy raz w życiu nie mam przeczucia, że czegoś zapomniałam i to mnie niepokoi jeszcze bardziej niż myśl, która powinna kołatać mi w głowie. Jest stres, bo skoro nie mam przeczucia, które towarzyszy mi zawsze (mimo że zazwyczaj o wszystkim pamiętam), to tym razem na pewno czegoś nie mam. I jest to niewątpliwie jedna z ważniejszych rzeczy, bez których nie będę mogła iść na wesele. Trudno, już i tak za późno na takie myślenie, bo przed nami kilkugodzinna podróż i mowy nie ma o powrotach po cokolwiek, więc siedzę cicho w kącie i czytam książkę starając się uspokoić.

Dwie trzecie podróży za nami, zatrzymujemy się na stacji benzynowej i gdy już po rozprostowaniu nóg wsiadamy do środka, moja siostra wyskakuje z samochodu z krzykiem! Nie wzięła sukienki...

Wobec tego moje obawy natychmiast poszły w niepamięć, bo jej nie przebiję! Choćbym butów nie miała, to i tak jestem w lepszej sytuacji... Najpierw więc przeczekaliśmy awanturę, jaką urządziła mężowi, który nie włożył kiecki do samochodu, a potem popędziliśmy przed siebie, żeby zdążyć jeszcze na zakupy. Pomysł pójścia na wesele w tym, w czym jedzie odpadał całkowicie, gdyż jako kobieta w pierwszym trymestrze najlepiej czuła się w luźnych spodniach, które bardziej przypominały dres niż elegancki strój weselny.

Jeśli macie problem z zakupem sukienki na ważną uroczystość, polecam poczekać do dnia imprezy i udać się na polowanie w centrum handlowym. Gwarantuję, że najbardziej wybredna kobieta znajdzie kieckę, mając świadomość, że jeśli natychmiast czegoś nie kupi, będzie musiała iść w starej. No albo nie iść wcale, bądź wystroić się w dres!

Wystarczyło nam pół godziny - bo tyle miałyśmy po odliczeniu dojazdu do sklepu i z powrotem przez rozkopane okolice Warszawy - by kupić sukienkę. Można? Można!

Gdyby nie mąż-plotkarz nikt nie wiedziałby o wpadce siostry, bo sukienka była całkiem ładna, co więcej udało się dobrać idealną biżuterię, więc całość wyglądała, jak zaplanowana z wielotygodniowym wyprzedzeniem,  a nie w biegu i w towarzystwie niesamowitych nerwów!

Średnia

4.8

Oceń mój artykuł

Zobacz także

03 sierpień 2018

Komentarze