Nieplanowana ciąża, nieplanowany ślub

05 listopad 2017
Agata Kostka

Słowo "wpadka" ma w zwyczaju określać nieplanową ciążę, która przychodzi bez zapowiedzi i chamsko wprasza się do cudzego życia. Jakże ona śmie, prawda? Dla mnie terminem wpadkowym są rychłe zaślubiny, idące w parze z niespodziewanym bonusem. Powiem szczerze: zalewa mnie krew, kiedy słyszę o takim przebiegu wydarzeń w czyimś życiu. Nie rozumiem, nie popieram i stanowczo odradzam.

"Co ludzie powiedzą?" to jeden z kultowych seriali komediowych, który gorąco polecam przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Ten popularny niegdyś sitcom ukazuje całą prawdę o życiu na pokaz i o tym, jak bardzo jest to męczące i szkodliwe w relacjach międzyludzkich. Doza humoru sprawia, że ten trudny temat przyjmujemy z lekkością i uśmiechem. Cóż, w rzeczywistości nie jest to aż tak zabawne. Przedślubne dziecko w wielu rodzinach to tragedia, która zostanie zapamiętana na lata i opowiadana jako przestroga przyszłym dzięsieciu pokoleniom. Dlatego, żeby szybko zamaskować tę dramatyczną sytuację rodziny Kowalskich, babka pracująca w pobliskiej parafii marudzi o ślubie i to jak najszybszym. Bo przecież jak to? Rodzina taka porządna, wierząca, a tu nagle taka wpadka? Co powiedzą koleżanki, sąsiadki, ksiądz? Taki wstyd!

Tego właśnie nigdy nie rozumiałam - jak opinia innych może wpływać na nasze życie? Nie kocham tego faceta, ale tak, wezmę z nim ślub, bo zrobiliśmy dziecko, więc tak wypada. Nikt nie będzie zadawał niezręcznych pytań, bo to mój mąż, a dziecko będzie wychowywało się w szczęśliwej rodzince. Szczerze? Dla mnie ta szczęśliwa rodzinka to zwykła iluzja i karmienie nią siebie samych w ramach tłumaczenia sobie, że wszystko wyszło na dobre. Zwykła przykrywka do tego, że czujemy się źle w nowej, niespodziewanej sytuacji. Przez to popełniamy jeszcze większy błąd, wiążac się na stałę z kimś, do kogo nic nie czujemy. I wtedy całe bezpieczne środowisko, w którym miałoby żyć dziecko, legnie w gruzach. Bo zamiast dwójki kochających się rodziców otrzyma dwójkę wkurzających się nawzajem desperatów, którzy w zamian za rodzinne wypady fundują regularne kłótnie.

"Bez ślubu będę samotnie wychowującą matką"- jedna wielka bzdura. W jaki sposób małżeństwo z przypadku ma zapewnić wsparcie w wychowywaniu dziecka? Skąd mamy mieć pewność, że ta druga osoba nie da nogi już po pierwszych miesiącach wspólnego mieszkania, nie zostawi nas po porodzie lub w czasie depresji poporodowej, która też się zdarza? Nie omawialiśmy wcześniej kwestii "na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie" z tą osobą, wiec czysto formalny związek nie daje jakiejkolwiek gwarancji na towarzysza życia do grobowej deski, szczególnie kiedy możliwość otrzymania rozwodu jest na wyciągnięcie ręki. Uwiązana kobieta, nieszczęśliwy meżczyzna, dziecko rosnące w pełnej stresu atmosferze. Dlatego zastanawiam się, czy nie lepiej wpisać ojca w dokumentację i wtedy w prawny sposób ustalić alimenty, widzenia i całą resztę związaną z wychowastwem? Jeśli partnerowi będzie zależało -  będzie korzystał z przywilejów, a nawet robił więcej; jeśli nie - bez problemu można rozstrzygnąć konflikt drogą sądową. Dlatego nawet kiedy okaże się zwykłym dupkiem, który nie był niczego wart i zwiał przy pierwszej lepszej okazji, bądźmy mu wdzięczni, bo zrobił nam przysługę - nikt nie potrzebuje toksycznych i bezwartościowych ludzi w swoim otoczeniu. Zwłaszcza dziecko.

Co jeśli dwoje ludzi jest ze sobą już kilka lat, kochają się, ślub wisiał w powietrzu, a ciążą tylko go przyspieszyła, nie zmieniając ich życiowych planów? Nadal powiem Wam stanowcze "nie". Pewnie główkujecie dlaczego. Wydaje mi się, że ten wymarzony ślub, o którym myślało się już długi czas, powinien naprawdę być tym wymarzonym, a nie jego kopią odtworzoną na poczekaniu, bo goni nas termin. Wymarzony ślub powienien być zaplanowany, przygotowany od a do z, bez pośpiechu i nerwów. Jeśli tej zakochanej w sobie dwójce naprawdę na nim zależy, to zorganizują go po narodzinach dziecka, kiedy opadną emocje, gdy malucha będzie można podrzucić babciom, ciotkom, czy niańkom i jeździć oglądać sale, dobierać dodatki, dekoracje. Na spokojnie, bez pośpiechu i bez fizjologicznych dolegliwości. Skoro narodziny potomka i tak nie zmieniły ich planów, to nic się nie stanie, jeśli trochę się zaczeka?

Zdaję sobie sprawę, że po tym felietonie mogę zostać zlinczowana, ale cóż mogę zrobić - takie jest moje zdanie i będę się go trzymać. Sądzę, że jeśli mam możliwość spojrzenia na całą tę sytuację "z boku", to mogę podzielić się swoją opinią. Dobrze wiem o tym, że opinie na ten temat są podzielone, ale to dobrze - dzięki temu rodzi się wiele wątków do ciekawych dyskusji. I do tego chciałabym Was zachęcić - piszcie sami, co o tym myślicie, jaka jest Wasza pozycja w tej sprawie, jakie macie prywatne doświadczenia, czym chcielibyście się podzielić. A nóź widelec, czyiś punkt widzenia, odmieni mój własny :) 

Średnia

4.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

14 styczeń 2020

Komentarze

Bardzo dobrze ujęte:) Niestety w dzisiejszych czasach, dalej tak jest i chyba nigdy tego się nie zmieni. Nie rozumiem też tych dziewczyn, które godzą się na "przymusowy ślub", pod presją rodziców a później cierpią i szukają pomocy. Nie chcę ich oceniać, że mogły by czasem pomyśleć wcześniej zanim przydarzy się "wpadka", ale później dla świętego spokoju wolą wziąć ten ślub i zniszczyć sobie życie, bo nie u wszystkich dziecko polepsza relacje. Później takie nieszczęśliwe dziewczyny są okropne - non stop komentują innych i szukają tylko wad u innych szczęśliwych par (rodzin), zapominając, że same jakby trochę pomyślały też mogłyby mieć taka fajną rodzinę. Dla mnie jeśli ktoś decyduje się na ślub (zwłaszcza kościelny) powinien się zastanowić nas istotą tego wydarzenia, bo to nie zakupy w sklepie, że jak coś mi się nie spodoba, mogę zwrócić towar do sklepu. Ślub to związek dwóch kochających się ludzi, którzy z własnej woli chcą być razem, a nie "bo tak wypada,", "bo dziecko w drodze". :)
~Sylwia 16 listopad 2017 08:16 odpowiedz