Oświadczyłam się mężczyźnie!

05 listopad 2017
Joanna Brodzicka

Miałaś kiedyś myśli, że nigdy nie wyjdziesz za mąż? Że będziesz singielką albo, jak się niegdyś mawiało, starą panną? Wszyscy połączyli się już dawno w pary, a Ty wciąż trwasz sama. Niby jest ten ktoś u Twojego boku, ale nic się nie zmienia, On nie planuje uklęknąć na jedno kolano z pierścionkiem i kwiatem, a Ty czekasz uparcie tyle już czasu. A może by tak wziąć los w swoje ręce i odmienić aktualny stan?

"Kurczę jak długo mam jeszcze czekać!" – wykrzyczała do słuchawki moja przyjaciółka – "Prędzej się zestarzeję niż on poprosi mnie o rękę!"

Rozgoryczona, smutna i poniekąd samotna, boo pomimo upływu tylu lat w związku, nadal mieszka sama. Wieczory w towarzystwie kota, telewizora i social media. Jej ukochany przyjeżdża jedynie na weekendy, z odległego Szczecina. Są wtedy razem i  w końcu czuje, że żyje. Nierozłączni, jednak tylko przez dwa dni. Potem On wyjeżdża, co oznacza rozłąkę na kolejne 5 dni, o te nieszczęsne 300 km.

Kiedyś wierzyła, że się do niej przeprowadzi, rzuci pracę, poszuka nowego etatu w jej rodzinnym mieście. Na próżno, bo lata mijały, a ich związek utknął w miłosnej próżni. Niby razem, a tak naprawdę osobno. Kiedy chce wyjść do kina, dzwoni do koleżanki w nadziei, że pójdzie z nią zamiast ze swoim mężem. W momencie, kiedy ma ochotę na wyjście do restauracji, trafia w rezultacie na obiad do mamy. Jest tylko praca, odwiedziny w domu rodzinnym, czasem z rzadka spotkanie z zamężnymi koleżankami, samotne wieczory z kotem i laptopem na kolanach. I tak przez 5 dni. Potem dwa dni miłosnych uniesień i znowu następuje samotnia.

Jak długo ma tkwić w tym niejako marazmie zakochania, z dala od niego, od wspólnych spraw, problemów dnia codziennego. Marzy jej się zwykła kłótnia, po której nastąpiłby szczęśliwy happy end. Tak po prostu, zwyczajny dzień, pospolita szarość we dwoje. Wspólne zakupy pieczywa, makaronów, kawy i wszystkiego, co kojarzy się z potrzebami przetrwania, żeby lodówka nie świeciła pustkami. Światło kuchenne zapalone dla dwojga nad stołem, a nie tylko mała, samotna lampka nad blatem dla jednej osoby.

Tej nocy miała sen, jej królewicz na wielkim czarnym junaku z kaskiem w kolorze chabrowym przybył i oświadczył, że zostaje na stałe. Obudziła się i poczuła, że ma mokrą poduszkę. To jej łzy, to jej uczucia, jej marzenia. Stop pomyślała, musi wziąć życie w swoje ręce. Chce odmienić los, ma dosyć życia w pojedynkę.

Zakupiła w pobliskim sklepie na rogu symboliczny sygnet z wygrawerowanym znakiem nieskończoności. Kiedy jej wybranek przyjechał po zmroku, wręczyła mu go, tuż po romantycznej kolacji przy świecach. Zaskoczony i nie na tyle głupi, żeby nie zrozumieć, co miała na myśli. Tyle razy płakała mu do słuchawki, opowiadając o swoich wieczorach z kotem. I te słowa, które zapamięta do końca życia – ożenisz się ze mną?

Nie tak to powinno wyglądać, on jako mężczyzna powinien przejąć inicjatywę. Ale już się stało. Na drugi dzień, zaraz z samego rana, kiedy ledwo pierwsze promienie słońca wpadły przez rolety w sypialni, ukląkł przed nią, kiedy jeszcze spała. Dookoła roznosił się aromat kawy i czegoś słodkiego. To zapach jej ukochanych lilii, rozsypanych u wezgłowia. Jeden łepek lilii w kolorze pudrowego różu spoczywał tuż obok, przy jej ręce, obok czegoś lśniącego w małym puzdereczku, opatrzonego karteczką z napisem – „czy wyznaczymy dziś datę ślubu?”

Czy warto tak jak bohaterka brać los w swoje ręce, przejąć inicjatywę w związku? W niektórych wypadkach na pewno. Kiedy przyzwyczajenie i codzienna rutyna zwalcza i oddala miłość, a żadne z kochanków nie ma siły, aby coś z tym zrobić. A może lepiej nie? Bezpieczniej nie wychylać się, żeby ktoś nas nie skrzywdził? Nie poruszył delikatnej struny gdzieś w naszym wnętrzu?

Średnia

2.8

Oceń mój artykuł

Zobacz także

02 grudzień 2018

Komentarze