Polub siebie!

30 wrzesień 2017
Joanna Brodzicka

Zakompleksiona szara myszka, z włosami w kolorze niby blond. Chuda, nieco koścista, nieniska i niewysoka. Ot taka przeciętna. Niezadowolona, z grymasem na twarzy, w powynaciąganych dżinsach i szarym swetrze. Na oko – nie lubi siebie, bo i co ma do lubienia?

Trrrrrrrrrrrrr cofam taśmę. To absolutnie nie tak!

Skoro ja siebie postrzegam jako bardzo przeciętną jednostkę, taką zwykłą nieciekawą kobietę, to tak wszyscy postrzegać mnie będą. W dodatku ta mina wiecznie nieszczęśliwej... Czy ja taka jestem naprawdę? Nie sądzę! Nie jestem chodzącym nieszczęściem na dwóch chudych nogach, w nieciekawym starym ubraniu.

Jak Cię widzą, tak Cię piszą

Tak powiada stare przysłowie. Twój i mój styl jest naszą wizytówką, dużo o nas mówi. Ludzie naprawdę oceniają nas po wyglądzie zewnętrznym, ale nie ma znaczenia, czy mamy na sobie ubranie marki Prada, Louis Vuitton czy z popularnej sieciówki. Ważne, aby do nas pasowało, było naszą dekoracją, współgrało z naszym wnętrzem i  nie stanowiło osobnej etykiety. Szare, białe czy pstrokate, każdy kolor odpowiedni byle by się nam samym podobał, a nie był egzemplarzem ściągniętym od kogoś, który nijak odzwierciedla nas samych.

Punkt drugi to twarz - niekoniecznie wymalowana na kształt barwnego ptaka. Dużo ważniejsze, aby mina była pogodna - a jeśli się uda -  wypoczęta. Sylwetka wyprostowana, bo zgarbiony człowiek kuli się w sobie, chowa przed światem. A my przecież chcemy śmiało iść przez życie z uniesionym czołem! Ręce nieschowane po kieszeniach, niezaplątane jedna w drugą, ale rozłożone szeroko, jakbyśmy cały świat chcieli sami do siebie przytulić. Pewność siebie jest dobrze postrzegana, jednak nie mylmy jej z zarozumialstwem. Fryzura wymyślna być nie musi. Ważne, aby włosy były czyste, zdrowe i pachnące, nawet w momencie, kiedy jesteśmy zwolennikami artystycznego nieładu. Paznokcie niepoobgryzane, bez zadziorów wokół skórek, bo to świadczy o stresie i zakompleksieniu. Normalne, równo obcięte, niekoniecznie z tipsem czy hybrydą o wiele lepiej się prezentują, niż te obgryzione w zygzaczek lub - co gorsza - z odpryśniętymi kawałkami lakieru. Kobieta ma być osobą godną samej siebie, nieschowaną gdzieś w czeluściach swojego wnętrza, z depresyjnym podejściem do świata.

Dlatego cofam to, co na początku zapisane. Myszka szara, byle jaka. Jestem kobietą przeciętnej urody, szczupłą - nawet odrobinę jak modelka. Dzięki nauce tańca wiem, co znaczy wyprost i głowa lekko uniesiona. Szary sweter prosto z najmodniejszej sieciówki i naprawdę nieważne, że z wyprzedaży za 40 zł. Uśmiech mi z twarzy nie znika. Nie mam dużych problemów, jestem zdrowa, nie mam na głowie kredytów. Mam mnóstwo przyjaciół, kochanych rodziców. A już za miesiąc stanę przed ślubnym ołtarzem, z mym ukochanym mężczyzną. Tak bardzo się cieszę, tak we mnie buzuje od środka pozytywne napięcie. Czas tak oczekiwany, prawie wszystko już przygotowane, przemyślane i dopięte na ostatni guzik. Dobrze, jeśli mamy ten zapas czasu, równoznaczny z komfortem. Być może kiedyś go nie będzie, trójkę dzieci planujemy, dom zbudować, dobrą posadę w naszym mieście znaleźć. Jednak póki czas mi na to pozwala, myślę o sobie i znajomych. Szykuję się do wesela bez pośpiechu z pomocą rodziny. Dobrze mieć ich obok siebie w takim czasie, prawda? Dlatego mówię Wam, że nie mamy powodu, żebyśmy były zgorzkniałe.

Pamiętajcie kobietki, że uśmiech i młodość są naszą ozdobą, a czas naszym sprzymierzeńcem :) 

Ilustracja: Paulina Koniuk-Fonżychowska

Średnia

3.2

Oceń mój artykuł

Zobacz także

12 styczeń 2019

Komentarze