Nie takie straszne, jak je malują!

27 luty 2018
Agata Kostka

Dobrze pamiętam pierwsze spotkania z moim chłopakiem, kiedy jeszcze nie byliśmy razem, ale oboje już czuliśmy, że coś wisi w powietrzu. Pamiętam tę towarzyszącą mi na każdym kroku ekscytację, szczególnie wtedy, gdy czasu do randki robiło się coraz mniej.

Szykowałam się dobre dwie godziny przed spotkaniem, bo nie potrafiłam wysiedzieć w miejscu. Kombinowałam, co założyć, jak się uczesać? Napięcie sięgało zenitu, gdy słyszałam pukanie do drzwi - wtedy w moim brzuchu stado motyli podrywało się do lotu i trzepotało namiętnie swoimi skrzydłami. 

Po czterech latach zdarza mi się spóźniać na nasze randki, witać ukochanego w domu ubrana w dres i rozciągnietą koszulkę, chodzić do niego bez makijażu, ale za to z własną apteczką, kiedy męczą mnie chore zatoki. Przywiązanie zrobiło z nas typowe-jeszcze-nieformalne-małżeństwo. I bardzo mnie to cieszy. 

Bo może faktycznie stroję się rzadziej, ale częściej robię inne rzeczy. Zdecydowanie ważniejsze. Biegnę do Niego na złamanie karku, często prosto z pracy, czy uczelni, żeby poprawić mu humor po ciężkim dniu.  Wraz ze sobą przynoszę najcenniejsze dary, czyli ulubione jedzenie ukochanego. Zdarzają się też i lekarstwa. Nie brakuje mi tych rozszalałych stad motyli, bo troska o siebie nawzajem wspaniale je zastępuje. Niektórzy tęsknią za tą początkową ekscytacją. Ja miło ją wspominam.

I kiedy inni boją się przywiązania, ja się w nim zakochuję. Ludzie postrzegają je jakos coś negatywnego i wielu znajomych straszyło mnie nim, a nawet i sugerowało je, kiedy jak każdej kobietce zdarzało mi się troszkę ponarzekać na swojego faceta. "Kochasz go jeszcze, czy to już przywiązanie?", słyszałam. Hm, a czy jedno musi wykluczać drugie? Musi być "albo albo"? A co jeśli jestem pewna, że kocham Go i jestem do niego przywiązana jednocześnie? To prawda, nie potrafię sobie wyobrazić dnia bez Niego. Ba! Bez chociażby wiadomości od Niego! I szczerze nie rozumiem co w tym dziwnego - jak można nie być przywiązanym do swojego najlepszego przyjaciela?

Przywiązanie wkradało się do naszego związku małymi kroczkami, wnosząc z każdym z nich drobne i zarazem piękne zmiany. To właśnie one doprawidziły nas do tego momentu, w którym właśnie jesteśmy. Etap miłości dojrzałej to dla mnie największa satysfakcja z miłości. Może i brakuje odrobiny szaleństwa, która była mocno widoczna na pierwszych spotkaniach, ale nad taką stratą, którą zastępuje coś dużo lepszego nie ma co płakać!  Poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, wspólnoty - to najlepsze wynagrodzenie tych jakże okropnych zmian!

Często doszukujemy się wyrazów miłości i troski w słowach lub materialnych prezentach. A one poukrywały się pomiędzy wierszami i czekają aż je zauważymy. Bo to, że Twój mąż dba o Ciebie podczas choroby albo to, że żona wyprasuje Ci koszulę, potrafi wyrazić więcej niż tysiąc słów. Uczucia zaczynamy wyrażać czynami, co dla mnie jest najpiękniejszą formą okazywania miłości swojej drugiej połówce. Kto inny będzie w stanie stanąć dla niej na głowie i zrobić wszystko, nawet własnym kosztem, by było jej jak najlepiej? Maślane oczka może i idą w zapomnienie, ale uczucie pomiędzy nami tak naprawdę przybiera na sile. A co najważniejsze - ciągle się rozwija, jak i nasz związek. Miłość, która ewoluuje to dobry znak. Nawet bardzo dobry!

Gdy byłam mała straszyli mnie, że jak będę niegrzeczna to przyjdzie pan i mnie zabierze. Znamy tego typu bajeczki, które mają powstrzymać dzieci przed robieniem głupot. Mam wrażenie, że ten negatywny odbiór przywiązania także został wytworzy, aby ludzie unikali go jak ognia! A to dlatego, że jedyne z czym ono się kojarzyło, to niezadbana żona, nieszcześliwy mąż i brak chemii pomiędzy dwojgiem ludzi. Nie wiem skąd przyszły do nas tego typu legendy, ale warto wreszcie je sprostować.

Tak jak wspomniałam, czasem spóźniam się na randki i kiedy mam gorszy dzień po prostu wskakuję w dres, a moje otoczenie wtedy mało mnie obchodzi. Ale to nie znaczy, że nie mamy randek, na które oboje się stroimy. Ja zakładam ulubioną spódniczkę, On koszulę, a jako dodatek traktuje cudowny zapach swoich perfum. Oboje pracujemy nad tym, by ta iskra, która zapłonęła te cztery lata temu nie zgasła. Chcemy się sobie podobać i razem dbamy o wspólne, romantyczne wieczory, które przybliżają nas do siebie. Nie traktujemy randek po paru latach związku gorzej, niż tych pierwszych. Są dla nas równie ważne i bywają równie emocjonujące! To właśnie przy takich okazjach na nowo czuję to podniecenie ze spotkania. Właśnie tak, motyle potrafią zbudzić się ze snu i dać o sobie znać! Tylko, że ta ekscytacja jest dla mnie o wiele cenniejsza, bo sentymentalna. 

Mój ukochany z nastoletniej miłości stał się dla mnie kandydatem na męża i myślę, że dużo zawdzięczamy naszemu przywiązaniu do siebie. Wiemy, że możemy na siebie liczyć, zawsze sobie ufać i razem walczyć z różnymi przeciwnościami. Nieskromnie powiem, że przywitaliśmy przywiązanie w naszym związku na medal i ogromnie cieszy mnie to, że stało się ono naszym sprzymierzeńcem. Nie myślmy, że gdy odlecą wszystkie motyle związek spisany jest na straty. Tak naprawdę dopiero wtedy zaczyna się przygoda.

Średnia

4.5

Oceń mój artykuł

Zobacz także

08 styczeń 2020
20 styczeń 2019

Komentarze