Czu da się znaleźć suknię ślubną na ostatni moment?

07 maj 2018
Katarzyna Bieńkowska

Wydawać by się mogło, że najważniejsza dla Panny Młodej jest biała suknia, którą wymarzyła sobie już w dzieciństwie i jedyny problem, to znaleźć idealny model lub zdolną krawcową… jednak nie zawsze tak jest.

Julia zaplanowała ślub za granicą, bo taki mieli kaprys – skromna uroczystość z najbliższymi. Nawet wszystko udało się sprawnie zorganizować, jednak nagle okazało się, że może pojawić się trochę problemów, których bardzo łatwo można uniknąć – biorąc wcześniej ślub cywilny w kraju. Wobec tego zaczęli się spieszyć. Ślub kościelny był zaplanowany na maj, cywilny chcieli więc wziąć odpowiednio wcześniej, ale wiązało się to z chociaż niewielkim przyjęciem dla rodziców, dziadków i rodzeństwa, więc okres postu stanowczo odpadał. Zostały więc trzy tygodnie do wolnego terminu w urzędzie stanu cywilnego, a Julka... nie miała sukienki. Na ślub kościelny zamówiła skromną suknię, ale nie było gwarancji, że dotrze na tyle wcześnie. Ostatecznie dotarła, ale konieczne były poprawki.


Julia nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała. Nie miała co prawda zbyt wielkich nadziei, że uda jej się znaleźć sukienkę w tak krótkim czasie, ale nie miała też wielkiego parcia na białą kieckę.

Nie zależało mi na sukni, chciałam skromnej, zwiewnej sukienki na maj, a że w międzyczasie pojawił się luty… trudno.

Uznałam, że jeśli znajdę to fajnie, jeśli nie to znajdę inną sukienkę, niekoniecznie ślubną. No bo kto ma tyle szczęścia, żeby z marszu znaleźć sukienkę, która pasowałaby idealnie i nie wymagała poprawek? Okazało się jednak, że ja tego szczęścia miałam akurat tyle, ile było mi trzeba.

 

Jak sobie przypomnę, ile zwiedziłam salonów i ile zmierzyłam sukienek, a i tak kazałam sobie uszyć taką, będącą połączeniem trzech różnych, to nie mogę uwierzyć, że można wejść do salonu i wyjść z sukienką po chwili! Pewnie wiele dziewczyn nie może w to uwierzyć...


Nie dość, że znalazłam sukienkę na trzy tygodnie przed ślubem, to jeszcze okazała się ładniejsza od tej zamówionej na ślub kościelny. Można było odpiąć zwiewną spódnicę i zostawała koronkowa sukienka kończąca się przed kolanem. Byłam zachwycona. Ale może gdyby nie moje bardzo luźne podejście do tematu sukni, nie byłoby tak łatwo. Tak naprawdę nie miałam żadnych oczekiwań, a gdybym w salonie niczego nie znalazła, to kupiłabym jasną sukienkę w sieciówce i też byłabym zadowolona.


Nie życzę Wam żadnych awaryjnych sytuacji, które zmusiłyby Was do szukania czegokolwiek last minute, bo ekspresowe zakupy sukni, butów czy innych ważnych elementów na pewno nie są przyjemną atrakcją, kiedy ślub zbliża się wielkimi krokami. Chciałam Wam jedynie przedstawić historię, której bohaterka udowadnia, że można wyjść cało z każdej sytuacji.

Mimo wszystko, życzę Wam idealnej sukni wybieranej w spokoju i bez presji czasu… :)

Średnia

4.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

Komentarze