Wdowa na weselu - jak się zachować?

16 marzec 2020
Anna Żaczek

Dlaczego ten temat w tematyce ślubnej? Otóż wdowy są gośćmi na przyjęciach weselnych. Jakich zaproszeń oczekują? Czy idą z partnerem, czy samotnie? Jakie są ich odczucia podczas zabawy?

Temat po części dotyczy również mężczyzn…

Zwierzenia Karoliny, wdowy od kilkunastu lat…

Kiedy jest się wdową – straszne słowo – wiele myśli krąży w głowie, które nie zawsze nadają się do opowiedzenia, nie zawsze też jest komu je wypowiedzieć, a czasami trzeba.

„Nikt nie zrozumie Cię tak dobrze, jak zwykła kartka papieru. Na niej możesz napisać wszystko, co tylko chcesz z siebie wyrzucić! Wchłonie cały tusz wraz z wszystkimi myślami oraz uczuciami i nie będzie oczekiwała nic w zamian. Jej wszystko możesz opowiedzieć – zawsze wysłucha, będzie milczała i nigdy cię nie odrzuci…”.

Przeczytałam te słowa kiedyś i zachwyciłam się ich prostotą. Skoro to ma pomóc, to piszę…

Mam teraz 39 lat. Pogodzona z losem, czytam, leżę, pracuję, dziękuję Bogu za czas spokoju i refleksji. Uważam, że wszystko przede mną, bo wciąż mam ochotę na życie. Dla młodszych koleżanek z pracy jestem już matuzalemem. To synonim faceta – starszego mężczyzny, a ja jestem jego kobiecą wersją. Jak by tego nie nazywać, z pewnością mam „gen matuzalema”, gwarantuje on podobno młody wygląd i życie ponad setkę.

Jeszcze raz zacznę - wciąż mam ochotę na życie. Już nie pamiętam tamtych dni, kiedy zdarzył się straszny wypadek i tych dni „po”. Przez 9 długich dni i 9 nocy codziennie modliłam się na przemian i przeklinałam, sama nie wiem kogo. Prosiłam o cud. Potem to, co nastąpiło, to była długa ciemna plama, wypełniona pracą, bo trzeba było nauczyć się „nie pamiętać”, bo dzieci chciały normalnie jeść, wyjść na spacer, chciały mieć mnie silną i pogodną. Kolejne „bo” tłumaczyło, że świat się nie kończy, kiedy odchodzi jedno życie.

Tak, mam ochotę na życie, pomimo że jestem wdową i zostanę nią do końca. Nienawidzę tego słowa, ale mam wciąż apetyt na życie i na ślub w białej sukni, przy ołtarzu w blasku świec. Tamto wspomnienie sprzed kilkunastu lat zamknęło się w innym wymiarze i takie już pozostanie.

Mój obecny partner jest młodszy ode mnie. Zawsze przyciągałam ludzi nie tylko młodych duchem, ale i wiekiem. Nie wiem, czy zdecyduję się na ponowny ślub. Nikogo nie ranimy naszym związkiem, mamy akceptację najbliższej rodziny, w tym i moich dzieci, ale nie obnosimy się ze swoim szczęściem wśród znajomych, ani w pracy.

Trudno jest zdefiniować co nas łączy. Nie tak dawno natrafiłam na określenie wolnego związku - „przyjaciel/przyjaciółka do łóżka”. Na czym polega komfort wolnego związku? Zero zobowiązań, spotykanie się co jakiś czas, bez planu na przyszłość? Zabolało mnie to określenie, jak zatem inaczej można nazwać nasze relacje? Spotykamy się co jakiś czas. Wychodzimy razem do kina, teatru, na wspólną kolację. Fajnie jest też odpocząć od siebie kilka dni i wyspać się w swoim łóżku. Wychodzimy razem z moim partnerem w miejsca, gdzie jednak nie spotykamy rodziny i naszych znajomych. Nie chcemy narażać się na brak tolerancji wyrażonej dwuznacznymi uśmiechami, dopytywaniem - jak to z wami jest, czy planujecie wziąć ślub? Dlatego też nie zdecydowaliśmy się brać udziału w większych spotkaniach rodzinnych typu śluby, komunie, chrzciny. Chodzimy na nie oddzielnie.

Jak czuje się młoda wdowa na weselu bez partnera? Bardzo trudno i nie jestem zbudowana atmosferą, która towarzyszyła mi na przyjęciach weselnych.

W zaproszeniach na ślub, jakie otrzymywałam, a było ich kilkanaście w ciągu minionych kilku lat mojego wdowieństwa, przeważały kierowane tylko do mnie i na moje nazwisko. Być może uważano, że nie wypada wręczyć mi zaproszenia z osobą towarzyszącą, skoro jestem wdową? Sprawiło to mi przykrość, ponieważ nieważne, czy miałam kogoś czy nie, to ja chciałam zadecydować, czy pójdę sama, czy z partnerem. Odebrałam to raczej, jako oszczędność organizatorów wesela (cięcie kosztów, ograniczona liczba miejsc). Wiadomo, nie można wszystkich zaprosić, ale może ja również na nim nie musiałam być?

Będąc już na weselu, samotnie, czułam się nieswojo, kiedy pary ruszały na parkiet. Wybawieniem były wolne tańce. Równie niezręcznie czułam się, kiedy ktoś mi dotrzymywał towarzystwa, traktując to jako obowiązek. Czasami dało się to odczuć, czy nawet usłyszeć – idź zatańcz z nią, siedzi sama przy stole. Miałam wrażenie, że jestem wrogiem numer jeden wszystkich tych kobiet, których mężowie, czy partnerzy poprosili mnie do tańca. Kilka kolejnych powodowało wysyłanie jakichś nieprzyjemnych sygnałów, które mimo wszystko gdzieś wyczuwałam. A ja przecież nikomu nie chciałam zabierać partnera, psuć humoru, ani zmieniać życiowych planów. Po prostu nie chciałam spędzić tego wieczoru samotnie przy stole. No bo ja po prostu boję się ciszy, wolę zgiełk, zamieszanie, po prostu życie...

Refleksje z rozmowy

Po pierwsze zapraszajmy wdowy razem z osobą towarzyszącą. Przed uroczystością otrzymamy odpowiednią informację, kogo będziemy gościć. Nie traktujmy wdów jako potencjalnych wrogów, które pragną zawładnąć naszym partnerem. Panowie, wdowy potrzebują zrozumienia, ale nie litości i szybkiego seksu. Wesele rodziny czy znajomych to ostatnie miejsce, gdzie chciałyby szukać dla siebie partnera. Niektóre są w związkach, w których są szczęśliwe, a to, że przyszły samotnie nic nie znaczy. Chcą na chwilę zapomnieć o tym, co je spotkało w życiu.

Czy zgadzacie się ze mną?

Średnia

0.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

29 wrzesień 2018
01 czerwiec 2018

Komentarze