czyli o perypetiach związanych ze Szczyrkiem nr 2

17 marzec 2018
Agata Kostka

Nigdy nie sądziłam, że wybór miejsca na wesele może wzbudzać tyle kontrowersji. Nigdy nie myślałam też, że mnie samą takowe dotkną.

Piszę artykuły ślubne, wspieram narzeczonych w przygotowaniach, jak tylko mogę, powtarzam niczym mantrę słowa "im bardziej Wasze, tym lepsze", a jednak kiedy zetknęłam się ze ślubną rzeczywistością twarzą w twarz, pomyślałam zupełnie co innego. Może dlatego, że pierwszy raz nie przyjęłam punktu widzenia Pary Młodej, lecz zwykłego, szarego gościa?

Jakiś czas temu wybrałam się na ślub znajomej, Kingi. Z tej okazji, cała nasza paczka spakowała się do jednego samochodu, zrzuciła na paliwo i odbyła podróż pod nazwą "Katowice-Szczyrk". Dojechaliśmy i wróciliśmy na własną rekę. Potraktowałam to jako przygodę i nie miałam żadnego problemu z przywiezieniem swojej obecności w górskie rejony. Zaczęłam grymasić dopiero wtedy, kiedy dostałam zaproszenie na kolejny ślub, który także odbędzie się w Szczyrku.

I chociaż wydaje się to co najmniej dziwne, miałam ku temu swoje powody - przynajmniej tak myślałam. Były narzeczony, a obecny mąż Kingi, pochodzi z Cieszyna i Młodym ogromnie zależało, żeby ceremonia miała miejsce w rodzinnych stronach Pana Młodego. Szczyrk nr 2, to zachcianka mieszkańców katowickich okolic, którzy z górami nie mają nic wspólnego. Nie mogę powiedzieć, że miałam im ten wybór za złe, jednak wydał mi się on odrobinę ekstrawagancki. Na wieść o tym, gdzie uroczystość będzie miała miejsce, przed oczami natychmiast pojawiły mi się różne scenariusze związane z dojazdem, powrotem, ewentualnym noclegiem, którym trzeba zająć się samemu. Spojrzałam na całą sytuację, jak na problem i kapryśną zachciankę Młodych. I kiedy tak wylewałam swoje żale chłopakowi, ten bez ogródek powiedział: "jeśli chcą i ich stać, to niech robią gdzie chcą". I wiecie co? Miał stuprocentową rację.

Ślub to tylko i wyłącznie Wasz dzień. Jeśli od dziecka marzył Wam się on za granicą, na plaży, w lesie, w szczerym polu, na łące, czy nawet w Szczyrku - to do dzieła! Mój Pan S. sprowadził mnie na ziemię i przypomniał o tym, co sama napisałam kilka, jeśli nie kilkanaście razy: w Waszym dniu wszystko powinno być Wasze! Koniec, kropka! Zimne wiadro wody przegoniło mojego wewnętrznego marudę, który postanowił zadomowić się u pozostałych gości weselnych.

Nie ja jedna ponarzekałam sobie na pomysł Młodych. Dojazd i powrót okazały się nieco kłopotliwe, nie tylko przez wzgląd na dodatkowe koszta, które ze sobą niosły, ale także ze względu na zaproszone osoby w starszym wieku, mające problem z podróżami, zmianami ciśnienia, a często nawet ze środkiem transportu. Niektórzy wspomnieli, że Młodzi powinni zaoferować chociażby busa, który rozwiązałby kłopot przybycia na ślub i wrócenia do domu. I szczerze muszę przyznać, że jest w tym odrobina racji. Komfort gości również jest istotną sprawą, o której niewątpliwie trzeba pamiętać, szczególnie przy sprowadzaniu całej rodziny do miejsca leżącego o ok. 80 km dalej od tego, w którym mieszkają. Jeśli zależy Wam na obecności gości, z którymi chcielibyście celebrować ten niezwykły dzień, postarajcie się zadbać także o ich wygodę.

Moim głównym przekazem jest zachęcenie Was do robienia tego, na co macie tylko ochotę i nie ma co się przejmować głupim gadaniem za plecami - byłam ślubnym marudą, przyznaję się bez bicia, ale i jednocześnie ogromnie mi za to wstyd! Chciałabym tylko, żeby wszystkie zachcianki i przysłowiowe "widzimisię" nie utrudniały nikomu dotarcia na Wasz ślub, bo to byłoby naprawdę przykre.Przez całe to małe zamieszenie, które powstało z powodu Szczyrku nr 2, widziałam, a raczej słyszałam, jak starsza część z listy gości poważnie rozważa swoje przybycie na uroczystość. I to nie ze względu na zrobienie psikusa, czy zemsty za to, że Młodzi przenieśli cąłą zabawę w obce miejsce i kazali fatygować się nam, gościom, taki kawał, bo taki mieli kaprys, ot co!, tylko z powodu zdrowia, braku możliwości dojechania, czy zwykłych kłopotów finansowych.

Oczywiście, że nie musicie odrazu organizować ślubu i wesela w kościele po drugiej stronie, czy przydrożnej knajpce. Nie w tym rzecz! Po prostu zadbajcie o swoich najbliższych najlepiej jak tylko potraficie i spróbujcie zapewnić lub ułatwić dojazd przynajmniej tym gościom, którzy będą mieli z tym największy problem. W ten sposób Wasza lista gości nie ucierpi, tak samo jak wygoda i komfort zaproszonych, a Wasza ceremonia pozostanie tą wymarzoną, wyśnioną, idealną, niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju.

Z perspektywy gościa mogę dodać, że zadbanie o takie detale potrafi wiele ułatwić i będzie mile widziane! Jednak wracając do mojej pisarkiej perspektywy, podkreślę raz jeszcze, że własne marzenia możemy bez problemu połączyć z wysokim komfortem, którym będą mogły cieszyć się obie strony. Wystarczy realizować swoje fantazję z głową, nie zapominając o naszych najbliższych, z którymi dzielimy się najpiękniejszymi momentami naszego życia! :)

Średnia

4.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

19 październik 2018

Komentarze