Związki DINK i LAT, jak je zrozumieć?

28 sierpień 2018
Anna Żaczek

Współczesne młode pokolenie różni się pod wieloma względami od swoich rodziców, nie wspominając o dziadkach. Zmieniające się na przestrzeni lat realia życia przyniosły również inne spojrzenie na relacje w związkach.

Niektórzy pragną żyć razem w jednym domu, wychowując jedno lub dwoje dzieci bez względu na poziom finansowy. Inni zaś pragną zapewnić sobie życie w dobrobycie, na dalszy plan odsuwając sprawy rodziny. Łączy ich jedno – chcą żyć przede wszystkim inaczej niż ich rodzice bez względu na konsekwencje. Czy zatem można prowadzić dwa domy bez mieszkania razem? Czy można założyć rodzinę i nie pragnąć potomstwa?

Apartnerstwo, czyli związki LAT

Kiedyś nasi rodzice, podejmując decyzje o zawarciu związku małżeńskiego, planowali na początku swojej drogi życiowej, gdzie zamieszkają po ślubie. Była to decyzja znacząca, nie wchodziła w grę alternatywa – mamy dwa domy i prowadzimy je osobno. Obecnie, część nowożeńców pozostaje w dawnym układzie sprzed ślubu. Są to tzw. związki LAT (living apart together, czyli "razem, ale osobno") akceptowane przez obie strony.

Partnerzy nadal utrzymują swe dotychczasowe gospodarstwa, na co dzień mieszkając oddzielnie. Argumentem za takim rozwiązaniem jest dobry dojazd do pracy lub okazjonalna potrzeba bycia w odosobnieniu. Niektórzy chcą po prostu dobrze wyspać się bez partnera. Są razem, ale cenią sobie również  bycie oddzielnie. Pomieszkują razem 2-3 dni  w tygodniu, ale wspólnie już spędzają weekendy i organizują dłuższe wyjazdy. Jednocześnie ich życie posiada pewien obszar, który zagospodarowują bez udziału swego partnera.

Może takie podejście wynika z tego, że młodsze pokolenie ceniąc swobodę, nie potrafi wziąć na siebie wszystkich konsekwencji mieszkania razem i nie umie na dłuższy czas wejść w obowiązki rodziny.Obecne czasy narzucają życie i pracę w różnych rytmach, co powoduje nadmierną nerwowość, wyzwalając przy tym wzajemną niechęć i kłótnie. Drobne z pozoru nieporozumienia typu: nieodłożone na miejsce ubranie, nieuprzątnięte talerze, poranne hałaśliwe wstawanie – urastają do gigantycznych problemów. Unikając jak najdłużej zamieszkania razem, odwlekają tym samym proces budowania i utrwalania  swoich relacji. Niektóre pary decydują się również, by w takim systemie wychować swoje potomstwo. Nowe obowiązki nie scalają, a wręcz rujnują dotychczasowe życie, przynosząc szkodę zarówno związkowi, jak i dzieciom.

W powszechnej opinii związki LAT nie budzą uznania. Nie akceptujemy dwóch sypialni z prostego powodu:  jedna wspólna sypialnia jest synonimem szczęścia małżeńskiego i dobrych relacji, dwie — rozłamu między dwojgiem ludzi. Drugi powód braku akceptacji to brak oszczędności, bo podwójne mieszkanie oznacza podwójne wydatki. Kolejny zarzut wiąże się z zazdrością i sprawą zaufania. Bliscy podsycają nieufność osób w związku, sugerując wykorzystywanie drugiego mieszkania do zdrady. Psychologowie bronią jednak związków apartnerskich, ponieważ ich zdaniem, układ pozwala utrzymywać temperaturę związku na wysokim poziomie, relacje nie są studzone rutyną, a szara codzienność nie niszczy psychiki.

Związki DINK – kto je zrozumie?

Szacuje się, że w Polsce przedział 6-10% stanowią małżeństwa bezdzietne z wyboru. Za granicą znane są one jako DINK (double income, no kids), co w tłumaczeniu znaczy "podwójny dochód, bez dzieci". Biorąc pod uwagę desperacką walkę o posiadanie własnego potomstwa 20% par które ze względów biologicznych nie mogą mieć dzieci, rezygnacja z poczęcia i wychowania własnych dzieci jest niezrozumiała. Przyjrzyjmy się powodom, które skłaniają młodych i pełnych życia ludzi do podejmowania takich decyzji.

Związki DINK tworzą najczęściej osoby dobrze wykształcone, w bardzo dobrej sytuacji finansowej, podążające w kierunku własnego rozwoju i kariery. Na ogół nie mają czasu na tworzenie rodziny z tradycyjnym podziałem ról. Związek opierają na relacjach partnerskich, w którym brakuje miejsca na wychowanie minimum jednego dziecka. Kolejnym powodem, dla którego pary nie chcą mieć dzieci, jest ograniczenie swobody życiowej. Pojawienie się dziecka w rodzinie nakłada nowe obowiązki i dezorganizuje życie, a tym samym rozwój kariery obojga rodziców, praca, pasje odchodzą na dalszy plan. Jeśli któreś z rodziców nie rezygnuje z pracy zawodowej, to trudno będzie pogodzić opiekę nad dzieckiem z dotychczasową pracą. W grę wchodzi niania, żłobek, potem przedszkole, które nie zastąpią tej najbliższej dziecku osoby.

Wiele par obawia się pogorszenia wzajemnych relacji, ponieważ część uczuć samoistnie przelewanych jest na dziecko. Wraz z nowym członkiem rodziny pojawia się wiele problemów, brakuje zatem czasu, a notoryczne przemęczenie prowadzi do kłótni. Niektóre z kobiet do perfekcji dbających o swoją sylwetkę, obawiają się wszelkich zmian, jakie niesie ciąża i poród. Nie odczuwając instynktu macierzyńskiego, nie potrafią zrozumieć kobiet, które są już matkami i szereg wyrzeczeń nie stanowi dla nich problemu.  Kobiety rezygnujące z potomstwa, postrzegane są za osoby egoistyczne i pozbawione uczcuć. Czy zatem możemy potępiać osoby, które nie mają potrzeby spełnienia się w roli matki czy ojca?

Moim zdaniem, nie można krytykować młodych ludzi za ich wybory, ponieważ nie da się również jednoznacznie odpowiedzieć, która z postaw jest lepsza — mieć potomstwo i je zaniedbywać, czy nie mieć go w ogóle. Sami również nie lubimy być oceniani, więc nie oceniajmy i nie zadawajmy kłopotliwych pytań Młodym Parom, które mają chwile wahania, odkładając macierzyństwo na dalszy plan.

A Wy, czy widzicie się w roli rodzica? Jakich argumentów byście użyli, aby udowodnić, że warto doświadczyć radości macierzyństwa?

Średnia

0.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

12 marzec 2019
07 czerwiec 2019

Komentarze