Mój pierwszy taniec

20 październik 2017
Katarzyna Bieńkowska

Najpierw wybór piosenki, do której wykonamy pierwszy taniec był wyjątkowo kłopotliwy, bo każde z nas miało własną wizję, a potem jeszcze milion razy zmieniliśmy zdanie. Och, jak ja zazdrościłam wszystkim, którzy mieli swoją piosenkę. My nie mieliśmy i pierwszy problem z tym związany właśnie ujrzał światło dzienne.

Chcecie, żebym podniosła rangę problemu? Proszę bardzo! Nie potrafię tańczyć, to znaczy potrafię właściwie i muzyka mi w tym nie przeszkadza... Widzicie już oczyma wyobraźni jak zespół gra naszą wybraną piosenkę, a ja tańczę do zupełnie innej melodii? To był mój ulubiony koszmar przedślubny.

Miałam tylko jedno wymaganie – piosenka miała być po polsku. Choćby dlatego, że wmówiłam sobie, że jak goście skupią się na słowach to może przymkną oko na to, co wyprawiamy na parkiecie... To nam nieco zawęziło krąg poszukiwań, ale jednak nie rozwiązało problemu. Mój mąż chciał trochę potańczyć, więc szukał nieco szybszych kawałków, ja wolałam poezję śpiewaną i powolne bujanie się w objęciach męża.

Przyznam się bez bicia, że dziś – po kilku latach – nie potrafimy sobie nawet przypomnieć tytułu, choć wiemy, że na pewno znalazło się tam słowo „kocham” lub „miłość”, ale to niczego nie ułatwia... słuchaliśmy jej na okrągło tylko po to, by wmówić sobie wzajemnie, że to NASZA piosenka i żeby nauczyć się chociaż słów, skoro już tańczyć się nie nauczymy...

Koszmar, w którym musimy tańczyć do hip-hopu mnie opuścił, a ja względnie spokojnie spałam do ślubu. Aż nadszedł piątek, większość gości już dojechała, ja wszystko przygotowałam, polterabend i korona (nasze różne przedślubne tradycje) się skończyły, nawet zaczynałam już zasypiać z myślą, że za kilka godzin ostatnia pobudka w domu rodziców... znacie tę sytuację, gdy sen powoduje, że zrywacie się na równe nogi?!

No to się zerwałam! Z odkrywczą myślą, że jest pierwsza w nocy, mój przyszły mąż jest jakieś 50 km dalej, a my słuchaliśmy jak opętani piosenki do pierwszego tańca i ANI RAZU do niej nie zatańczyliśmy!  Tak, to mogło zdarzyć się tylko nam!

Jeśli też Wam się to zdarzy to nie przejmujcie się ani trochę... to będzie pierwszy moment po uroczystości w kościele, kiedy po prostu przytulisz się do swojego faceta, odetchniesz z ulgą i po prostu popłyniesz w tańcu... W końcu to on prowadzi w tańcu, Ty się wykażesz po ślubie i będziesz prowadzić w życiu, na razie daj mu tę złudną nadzieję ;)

A tak poważnie, goście i tak będą Was podziwiać i wciągać brzuchy, żeby dobrze wyjść na zdjęciach... to Wasz dzień i nawet jeśli coś nie wyjdzie to i tak będzie pięknie!

Średnia

5.0

Oceń mój artykuł

Zobacz także

Komentarze